Przywołać pamięć lecznicy doktora Tarnawskiego!

-a A+

Zaangażowanie jednej osoby, młodej doktorantki Natalii Tarkowskiej wydobywa z niebytu pamięć o sławnej lecznicy. Do tej pory pamiętali o zakładzie przyrodoleczniczym głównie miłośnicy Pokucia i Kresów. Obecnie można przeczytać książkę Tarkowskiej, w Kosowie zaś odbyła się konferencja poświęcona legendarnemu zakładowi.

W Kosowie na Pokuciu odbyła się konferencja „Dziedzictwo historyczno-kulturowe, architektoniczne i przyrodnicze lecznicy doktora Apolinarego Tarnawskiego”. Gościny sympozjum użyczył Instytut Sztuki Użytkowej i Dekoracyjnej. Przybyli na wydarzenie kosowiane, goście z Iwano-Frankiwska i z Polski, by poznać wiele aspektów przeszłości, ale i potencjał tkwiący w kosowskim sanatorium.

Konsul RP we Lwowie Włodzimierz Sulgostowski przywitał zebranych w auli miłośników Kosowa i Pokucia i przyznał, że należy również do tej grupy, że bardzo ceni ten zakątek Ukrainy, odkąd przyjechał tu po raz pierwszy pięć lat temu.

- Moja fascynacja tym miejscem, Kosowem zaczęła się cztery lata temu, gdy zacząłem swoją pracę jako konsul we Lwowie. Szczególne podziękowania składam Natalii Tarkowskiej, która jest, że tak powiem, motorem tego procesu wskrzeszania dawnej świetności tego pięknego miejsca, w nawiązaniu do jego najlepszych tradycji.

Maria Osidacz, dyrektor Centrum Kultury Polskiej i Dialogu Europejskiego, powiedziała, że z radością wspiera inicjatywy popularyzujące pamięć o zapomnianej już nieco lecznicy, i że to spotkanie było wyjątkowe, bo po raz pierwszy CKPiDE organizuje wydarzenie poza Iwano-Frankiwskiem.

- Ta historia została trochę zapomniana, podobnie jak to miejsce, przez gospodarzy Ukraińców, którzy tu mieszkają, jak i przez Polaków. Dopiero uczestnicząc w takich sympozjach dowiadują się jak znaczącym miejscem była ta lecznica i jaki potencjał tu drzemie. To wydarzenie nie odbyłoby się bez siły napędowej tego tematu, bez Natalii Tarkowskiej, która jest absolutną pasjonatką, zupełnie pochłoniętą tematem. Gdy przyszła do nas rok temu, by wspólnie napisać projekt i wypromować temat lecznicy, jej pomysł został zaakceptowany przez naszych partnerów, przez Fundację Pomoc Polakom na Wschodzie, przez Komisję Senacką Łączności z Polakami za Granicą, a my jako CKPiDE cieszymy się, że możemy pierwszą taką imprezę zorganizować poza ścianami Centrum i poza Iwano-Frankiwskiem.

Konferencja odbyła się z inicjatywy Natalii Tarkowskiej, popularyzatorki pamięci o lecznicy Apolinarego Tarnawskiego w Kosowie. Młoda badaczka wygłosiła wykład „Wspólne dziedzictwo – wspólna sprawa. Zakład Przyrodoleczniczy doktora Apolinarego Tarnawskiego. Wartość historyczno-kulturowa i turystyczny potencjał”. Przekonywała zebranych jak dziedzictwo Kosowa może stymulować turystykę oraz rozwój miasta i regionu. Wygłoszono również referaty Katarzyny Tur-Marciszuk i dra inż. Włodzimierza Witkowskiego, współtworzących grupę badawczą, która pod koniec lat 90. przeprowadziła inwentaryzację kosowskiej lecznicy. Ostatnim punktem sympozjum był pokaz mody huculskiej. Sala oczarowana wpatrywała się w młode Hucułki prezentujące ubrania stylizowane na ludowe. Zebrani wyciągali wszystkie urządzenia, które dokumentują obraz: aparaty, tablety, telefony komórkowe. Po konferencji urządzono poczęstunek dań jarskich według przepisu Apolinarego Tarnawskiego. Kosztującym dania bezmięsne z menu zakładu przyrodoleczniczego przygrywała huculska muzyka w dość nietypowych aranżacjach, na przykład na saksofon.

Lecznica Apolinarego Tarnawskiego była znanym w dwudziestoleciu międzywojennym uzdrowiskiem, do którego przyjeżdżały elity II Rzeczypospolitej. Bywali tu między innymi: Wojciech Korfanty, Roman Dmowski, Ignacy Daszyński, Gabriela Zapolska i Kazimierz Wierzyński. Zakład słynął z nietypowych wówczas metod leczenia poprzez głodówki i pracę.

- Metody leczenia doktora Tarnawskiego były dość popularne w zachodniej Europie, ale w naszym kraju były nieznane, dlatego przyciągały oryginalne postacie ze świata kultury. Doktor Tarnawski wybrał metodę przyrodoleczniczą – opisała zasady panujące w zakładzie Natalia Tarkowska. – Ze względu na to, że Kosów miał świetny klimat, który pozwalał stosować właśnie tę metodę. Pacjenci doktora Tarnawskiego wstawali o 5:30, brodzili boso po rosie, następnie gimnastykowali się przy wschodzie słońca w takt muzyki wygrywanej przez orkiestrę, następnie pracowali w sadzie i w ogrodzie.

Fot. Andrzej Leusz

Natalia Tarkowska jest największą, a być może jedyną osobą, która stara się przypomnieć o legendarnym jeszcze nie tak dawno uzdrowisku, lecz o którym pamięć powoli zanika. Pasjonatka napisała książkę „Lecznica narodu: kulturotwórcza rola Zakładu Przyrodoleczniczego doktora Apolinarego Tarnawskiego w Kosowie na Pokuciu (1893–1939)”. Stara się o uratowanie drewnianych budynków sanatorium. Pisze projekty i wysyła pisma do różnych instytucji, często bez odzewu. Jako młoda, atrakcyjna i sympatyczna osoba, zwykle zjednuje sobie przychylność i roztapia najchłodniejsze serca. Niekiedy jednak jej uroku nie staje na roztopienie niektórych serc, jak na przykład głównego lekarza sanatorium.

- Moja przygoda z doktorem Tarnawskim zaczęła się siedem lat temu, kiedy przeczytałam krótki artykuł prof. Niciei na temat tej lecznicy. Zbiegło się to z wyborem tematu pracy magisterskiej i postanowiłam o tym napisać. Początkowo odradzano mi to, ponieważ nie było żadnych materiałów, prawie żadnej publikacji, oprócz książki wspomnieniowej syna, Wita Tarnawskiego, pt. „Mój ojciec”. Postanowiłam jednak poszukać materiałów. Musiałam przebadać kilkadziesiąt archiwów w Polsce, na Ukrainie, a także w Londynie. Teraz pracuję nad rozprawą doktorską poświęconą działalności społecznej doktora Tarnawskiego. Będzie to też pretekst do pokazania życia społecznego Polaków przed wojną w Kosowie. Mam nadzieję, że uda się zrealizować projekty, o których mówiliśmy w czasie sympozjum, że uda się zadbać o dziedzictwo lecznicy i że uda się wprowadzić lecznicę do obiegu turystycznego, tak żeby stała się główną atrakcją tego regionu.

Organizatorzy sympozjum zorganizowali wizytę w sanatorium dziecięcym. Zebranych przywitał główny lekarz sanatorium Jurij Pławjuk. W Wilii Białej poczęstowano przybyłych sokiem wytłoczonym z kiełków pszenicy. Jest to płyn bogaty w wartości odżywcze o działaniu przeciwbakteryjnym. Dzieci przebywające w sanatorium piją taki sok codziennie. Uczestnicy konferencji byli oprowadzani przez Natalię Tarkowską i Katarzynę Tur-Marciszuk. Obecny stan dawnego zakładu przyrodoleczniczego w Kosowie przyprawia miłośników lecznicy o trwogę. Sam dyrektor sanatorium dziecięcego, które znajduje się na tym terenie, prawdopodobnie jest daleki od takich emocji, ponieważ w zeszłym roku zarządził rozbiórkę zabytkowej drewnianej werandy okalającej łazienki. Wskutek protestów zaniechał jednak zniszczenia całości tarasu. Tak Natalia Tarkowska opisała stan budynków Tarnawskiego:

- Stan budynków jest tragiczny. Część z nich została poddana konserwacji, która właściwie uszkodziła je, pozbawiła oryginalnych elementów architektonicznych. Chcielibyśmy uniknąć tego, chcemy, aby te budynki, które są jeszcze w oryginalnym stanie, przeszły prawidłową konserwację, w celu udostępnienia ich kiedyś dla zwiedzających. Mam nadzieję, że uda się w przyszłości uratować wszystkie budynki, które teraz możemy zobaczyć – łącznie siedem willi. Oczywiście byłoby idealnie, gdybyśmy dali radę odrestaurować te wille, które utraciły oryginalne elementy, ale przede wszystkim chciałabym się skupić na remoncie jadalni i stworzyć tam muzeum poświęcone historii lecznicy.

Sanatorium dziecięce w Kosowie ma szereg walorów. Jest to nie tylko zespół zabytkowych i oryginalnych, jak na Pokucie, budynków, ale również atrakcyjny park. Drzewa, które tu rosną, przykuwają wzrok przeciętnego spacerowicza, ale dla dendrologów i botaników to prawdziwy raj:

- Jest tu wiele ciekawych drzew egzotycznych, które zasadził jeszcze doktor Tarnawski – mówi dr Tetiana Prykładowska, pracownik ogrodu botanicznego Uniwersytetu Leśnego we Lwowie. – Są tu drzewa z Ameryki Północnej, takie jak sosna wejmutka, tulipanowiec amerykański, cyprysik Lawsona. Są też drzewa z Chin i z Japonii, trzy potężne okazy gingko biloba, czyli miłorzębu dwupłatowego, jest cyprysik groszkowy, daglezja zielona i modrzew japoński, a poza tym wiele różnych krzewów. Zasługuje na uwagę to, że te drzewa mają olbrzymie rozmiary. Tak rozwiniętych drzew jest bardzo mało, nie tylko na północnym stoku Karpat, ale na całej Ukrainie. Tu rosną drzewa, które maja po sto lat, osiągają średnicę pół metra, a niektóre do metra i więcej. Ten park zasługuje na większą uwagę, na badania, być może na zbiór nasion, które można będzie zasadzić w innych parkach w innych regionach.

Konferencja odbyła się 23 czerwca. Sympozjum jest hołdem złożonym doktorowi Apolinaremu Tarnawskiemu w 75. rocznicę jego śmierci i 125. rocznicę otwarcia zakładu przyrodoleczniczego. Wzięli w niej udział specjaliści z Polski i z Ukrainy reprezentujący różne dyscypliny naukowe. Konferencję zorganizowało Centrum Kultury Polskiej i Dialogu Europejskiego w Iwano-Frankiwsku przy wsparciu Senatu Rzeczypospolitej Polskiej za pośrednictwem Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie oraz Konsulatu Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej we Lwowie. Partnerem lokalnym wydarzenia był Instytut Sztuki Użytkowej i Dekoracyjnej.

Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 12 (304) 30 czerwca – 16 lipca 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.