Krym. Dwa lata po aneksji. Część 3

-a A+

Nazwa tego miasta brzmiała dla mnie złowrogo.

Za każdym razem, gdy wjeżdżałem do Sewastopola, miałem wrażenie, że wjeżdżam do Rosji. Miałem w pamięci atmosferę w mieście w trakcie „referendum”. Tak jak na całym Krymie, w Sewastopolu emocje już opadły ale nie skończyły się problemy mieszkających tu katolików. Modlą się w zwykłym mieszkaniu, a tymczasem w ich kościele od lat znajduje się kino.

Sewastopol. Toaleta w kościele przy ołtarzu
W marcu 2014 roku, gdy w Bachczysaraju zapytałem właścicielkę sklepu na co będzie głosować, powiedziała „ja z Sewastopola”. Nie trzeba było niczego dodawać – Sewastopolscy byli za przyłączeniem do Rosji. W ten dzień ulubiony zespół Władimira Putina Lube zagrał koncert w dwóch miastach, w Symferopolu i w Sewastopolu. Pamiętałem euforię Rosjan w mieście stacjonowania Floty Czarnomorskiej i informacje o nękaniu tam ukraińskich działaczy. Wszystkie te wspomnienia miały w tle trójkolor rosyjskiej flagi oraz pomarańcz i czerń gieorgiewskich wstążek.

Tak jak na całym Krymie, w Sewastopolu emocje już opadły. Pozostało zmaganie się z rzeczywistością, z nowymi warunkami. Sewastopol już mnie nie przerażał. Stał się na nowo spokojnym miastem czarnomorskim, gdzie czas płynie powoli. Byłem tam umówiony na rozmowę z Olegiem Lewandowskim, parafianinem, który stara się o odzyskanie kościoła św. Klemensa. Spotkaliśmy się na dworcu autobusowym. Powiedział, że na początek zaprowadzi mnie do kościoła. To co zobaczyłem od frontu, nie przypominało świątyni. Przede mną stało kino. Bryła budynku w żaden sposób nie kojarzyła się sakralnie. Rzucały mi się w oczy jedynie symbole sowiecko-sewastopolskie a między nimi napis „9 maja. Pobieda!”.

Wchodzący do kina nie wie nawet, ze wchodzi do kościoła (fot. Wojciech Jankowski)

Mój rozmówca opowiedział historię kościoła św. Klemensa. Służył sewastopolskim katolikom od 1911 roku. Po zajęciu miasta przez bolszewików, z przerwami działał, aż ostatecznie zamknięto go w roku 1936. Bolszewicy na początku zamknęli kościół, potem w 1920 roku pozwolili na sprawowanie w nim mszy świętych. Historia w Sewastopolu potoczyła się rzecz jasna tak, jak w innych zakątkach Związku Sowieckiego. Ksiądz z tej parafii, Litwin Matias Gadajtis zaginął bez wieści. Ginący obecnie bez wieści Tatarzy krymscy to kolejne ofiary tego samego sposobu rozprawiania się z „wrogami politycznymi”. Duchowny oficjalnie przepadł bez wieści. Wiele jednak wskazuje na to, że został rozstrzelany w Symferopolu. W tym czasie czerwony reżim oskarżył biskupa symferopolskiego i krymskiego o to, że jest szpiegiem Ententy. Na tej podstawie wielu księży rzymskokatolickich aresztowano na Krymie i bez sądu rozstrzelano. Mój rozmówca zapewnia, że miejscowi katolicy będą się starali o rehabilitację księdza Matwieja, czyli Matiasa Gadajtisa.

Budynek kościoła miał też swój epizod wojenny. W czasie obrony Sewastopola znajdowało się w nim centrum komunikacji floty czarnomorskiej. Niemcy zdołali zrzucić na kościół dwie bomby, które uszkodziły… tylko dach. Przetrwał nie tylko bombardowanie niemieckie, ale również czerwone porządki w mieście. Władze sowieckie nie akceptowały gotyckiego kościoła rzymskokatolickiego. Budynek obłożono materiałami wybuchowymi, zdetonowano je i… mury stały jak przed eksplozją, a w sąsiednich domach ściany zaczęły trzeszczeć. Po raz drugi kościół przetrwał. Bolszewicy rozprawili się z nim w inny sposób. Postawiono od frontu dobudówkę, która zupełnie zniekształca bryłę świątyni. Jest ona bardziej zwarta, nie zwraca na siebie uwagi i zatraciła zupełnie swój gotycki charakter. Stojący przed wejściem nie domyśla się, że jest to kościół. Świątynię potraktowano podobnie jak wiele innych w Związku Sowieckim. Działał tu kinoteatr o nazwie „Drużba”. W miejscu ołtarza urządzono toaletę. Przez jakiś czas był tu szalet publiczny, później toaleta kina.

Od fasady bocznej kino „Drużba” przypomina kościół (fot. Wojciech Jankowski)

Po rozpadzie ZSRS katolicy zaczęli upominać się o zwrot kościoła i przede wszystkim o zamknięcie toalety w miejscu ołtarza. W 2009 roku zamknięto zarówno toaletę, jak i kinoteatr dla dzieci. Pojawiła się nadzieja, że kościół zostanie zwrócony a przynajmniej nie będzie już profanowany ołtarz ubikacją. Rosyjskie władze okupacyjne po aneksji opublikowały listę budowli sewastopolskich, które kwalifikują się jako budowle o znaczeniu historycznym. W tym zestawie znalazł się również kościół, ale figuruje tam jako kinoteatr „Drużba” z 1911 roku.

Putin daleko w Moskwie, a my tu, w Sewastopolu
Przejęcie półwyspu przez Federację Rosyjską nie przyniosło rzymskim katolikom zmiany na lepsze. Okupacja jednak paradoksalnie umocowała prawnie roszczenia katolików z Sewastopola. Obecnie prawo rosyjskie przewiduje oddawanie należących do państwa miejsc kultu wspólnotom religijnym, m.in. na podstawie prawa N 327 z 2010 roku. Teoretycznie prawo Federacji Rosyjskiej jest bardziej przychylne wspólnotom religijnym, którym reżim sowiecki zagrabił ich świątynie. Oleg Lewandowski z parafianami rozpoczęli starania o odzyskanie kościoła. Trwający do niedawna remont zakończono. Katolicy, którzy modlą się w kaplicy na IV piętrze w zwykłym mieszkaniu w zwykłym bloku, biją na trwogę. Wiedzą, że jeszcze w roku 2013 wewnątrz kościoła była zabytkowa sztukateria. Udało się wówczas wejść do środka miejscowemu księdzu, dowiedzieli się jednak od robotników, że ci dostali polecenie usunięcia wszelkich śladów okresu sakralnego.

Od fasady bocznej kino „Drużba” przypomina kościół (fot. Wojciech Jankowski)

Temat kościoła św. Klemensa nie jest tajemnicą w Sewastopolu. Pojawiło się w prasie wiele artykułów o zagrabionym kościele. Wiele osób, w tym prawosławni i ateiści, deklaruje poparcie dla katolików. Jak relacjonuje mój rozmówca, niekoniecznie dlatego, że odczuwają sympatię do katolicyzmu. Wiedzą po prostu, że łacinnicy chcą przywrócić kościołowi historyczny kształt, że chcą, żeby w kościele odbywały się koncerty muzyki organowej. Świątynia została zaprojektowana tak, że ma znakomitą akustykę dla muzyki organowej. Znaleziono nawet sponsora nowych organów. Wiele ważnych postaci w ciągu walki o kościół wyraziło zrozumienie dla ich sprawy. Prawosławny dziekan okręgu sewastopolskiego ojciec Siergiej Chaluta powiedział, że kościół katolicki to świątynia chrześcijańska. Wedle jego słów: Boga obrażać w miejscu ołtarza szaletem – to nie po chrześcijańsku. Gubernator Siegiej Miniajło w obecności dziennikarzy powiedział, że to jest kościół. Niewiele jednak te deklaracje zmieniają.

Oleg Lewandowski relacjonuje spotkanie z sewastopolskim naczelnikiem do spraw religii. W obliczu pogłosek o ponownym otwarciu kinoteatru z toaletą, udał się na spotkanie z nim. Usłyszał wtedy: „Wy katolicy, reprezentujecie obce państwo, mianowicie Watykan, dlatego powinniście siedzieć cicho i cieszyć się, że wam nie zabraniają odprawiać mszy!”. Po spotkaniu biskupa krymskiego z władzami sewastopolskimi podjęto kolejną próbę rozmów. Ten sam urzędnik powiedział: „Niech papież Franciszek zniesie sankcje, to może zrezygnujemy z kinoteatru”. Parafianie wysyłają pisma do władz Sewastopola, do Departamentu Kultury Sewastopola, do Ministerstwa Kultury Federacji Rosyjskiej. Dostaję tę samą odpowiedź – pismo przekazaliśmy do władz Sewastopola. I na żadne pismo nie było odpowiedzi…

Mój rozmówca relacjonuje przebieg rozmów w sprawie zwrotu kościoła: „Gdy przypominam im, że jest jasne stanowisko prezydenta Rosji, żeby oddawać kościoły, oddawać historyczne budowle, że jest kilka oświadczeń Putina, postanowień, prawo Federacji Rosyjskiej, słyszę zawsze tę samą odpowiedź: Putin daleko w Moskwie, a my tu, w Sewastopolu”. Dlaczego tak się dzieje? Lewandowski odpowiada: „To co teraz powiem nie jest tajemnicą dla nikogo. Władze miasta są skorumpowane, nawet w porównaniu do kontynentalnej Rosji. Już jednego urzędnika miejskiego posadzili, potem drugiego. Ten wziął 10 milionów, tamten 15 milionów. A nasz kościół jest w centrum miasta. Ich nie interesuje, ze to świątynia, że ma historyczną wartość i jest unikatowa. Dla urzędników to jest po prostu działka w centrum”.

Parafianie zapewniają, że będą starać się o odzyskanie kościoła. Polecą do Moskwy, gdy będzie trzeba. Zapowiadają, że będą się zwracać do instancji międzynarodowych. W listopadzie minie rok, odkąd zaczęli walczyć o zwrot świątyni.

Ukraina już nie ta, co w 2013 roku
Z rozmów z Krymczanami trudno wywnioskować, jaki jest właściwie stosunek do Ukrainy. Trudno usłyszeć już wypowiedzi o faszystowskiej juncie w Kijowie i o mordercach, którzy mieli przyjechać na Krym i organizować pogromy. Obraz z początku czarno-biały staje się coraz bardziej rozmyty. Z jednej strony cały czas Krymczanie konsumują media rosyjskie, z drugiej strony „telewizja nie wygra z lodówką”. „Matuszka Rassija” nie okazała się tą ze snów. Istnieje jednak przekonanie, że uniknęli losu mieszkańców Donbasu, że im przypadł lepszy wariant wydarzeń, niż miał miejsce w Ługańsku i w Doniecku.

Ostatnim akcentem mojego pobytu na Krymie były odwiedziny alternatywnego klubu w centrum Symferopola, o którym słyszałem już w marcu 2014 roku. Gdy ukraińscy dziennikarze mieli już dość oglądania na ulicach Symferopola świętowania „zwycięstwa w referendum”, udawali się do tego lokalu, gdzie można było odetchnąć po natłoku wszechobecnej euforii. Ja dotarłem tam dopiero latem 2016 roku.

W knajpie jest wyczuwalny duch wolności. Wszyscy są tu wytatuowani. Panuje tu niemalże kult tatuaży. Między innymi za sprawą tatuaży tu dotarłem. Widziałem, że jeden z bywalców ma na nodze tryzub. Na miejscu rozpoznałem miejscowego fotografa, którego poznałem w marcu 2013 roku w Bachczysaraju. Wyjaśnił mi, że kolega z tryzubem na nodze jest teraz w Kijowie, za to może mnie zapoznać z kolegą z tryzubem na przedramieniu… Cały wieczór spędziłem w tej knajpie, rozmawiając o sytuacji współczesnej. Młodzi ludzie w czasie „referendum” byli przeciwni przyłączeniu Krymu do Rosji. W przeciwieństwie do swoich rodziców, byli odporni na propagandę rosyjską. Po dwóch latach przywykli do nowej sytuacji. Tu usłyszałem wypowiedź, z którą spotykałem się już wcześniej: „To już nie ta Ukraina, co w 2013 roku”. W pewnym sensie sytuacja jest absurdalna. Ci, którzy nie dali się omamić propagandzie rosyjskiej w roku 2014, w 2016 już częściowo są nią skażeni – Ukraina to kraj chaosu, kraj w którym trwa wojna, satelita Stanów Zjednoczonych. Z tymi tezami można polemizować, ale nie ulega wątpliwości, że Ukrainy z roku 2013 w istocie już nie ma. A to pokolenie będzie tęskniło do Ukrainy, jak ich rodzice i dziadkowie do ZSRS. Może nie padło jeszcze ostatnie słowo w kwestii przynależności półwyspu?

Opuszczałem Krym nieco w lepszym nastroju po wieczorze w Symferopolu, niż gdybym wracał od razu po rozmowach z Tatarami. Jeszcze tylko nieprzyjemności na granicy i zakończy się mój pobyt na Krymie. Mam nadzieję, że przyjadę tu za rok…

Autor dziękuje za pomoc Piotrowi Andrusieczce.

Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 17 (261) 16-29 września 2016

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.