Rzecz o wielkim lwowianinie

-a A+

Właśnie tak, a nie inaczej chciałbym nazwać wykład profesora Stanisława Beresia, wygłoszony na LXXVI Spotkaniu Ossolińskim, a poświęcony życiu i twórczości Stanisława Lema. Wybitny pisarz, filozof, człowiek, który w swoich poglądach, swoim myśleniu często wyprzedzał ludzkość o całe pokolenia – to wszystko Lem.

Jego fenomen jest nie do opisania w kategoriach zwykłych, był on „nie meteorem, nie gwiazdą”, jak to podał w tytule swojego referatu prof. Bereś, lecz prekursorem, prawdziwym Nostradamusem XX wieku. Wzrok jego sięgał do tak dalekich przestrzeni poza cywilizację ziemską, że w wielu przypadkach nie wszystko możemy zrozumieć i ocenić. Ale dla zebranych w tym dniu na sali Lwowskiej Biblioteki im. Stefanyka Stanisław Lem był w pierwszej kolejności wielkim lwowianinem, człowiekiem, który urodził się i dorastał w naszym mieście. Dodajmy, że przeżył tu najtragiczniejszy okres swego życia – okupację niemiecką i Holokaust.

Prelegent Stanisław Bereś pochodzi z Wrocławia, z rodziny o korzeniach kresowych i jest nie tylko historykiem literatury i profesorem w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego, ale też poetą, mediewistą, krytykiem literackim i tłumaczem. Wiele lat swojej pracy poświęcił popularyzacji kultury i literatury polskiej w telewizji, będąc redaktorem Telewizyjnych Wiadomości Literackich w TVP-2 i TV Polonia oraz programu Jatka Kulturalna w TVP-3. Od 2013 roku prof. Bereś jest redaktorem naczelnym serii naukowej Biblioteka Naukowa Wydawnictwa Ossolineum. Jest on również autorem 27 książek (cztery są przełożone na języki obce), m.in. „Rozmowy ze Stanisławem Lemem” (1987) i „Tako rzecze… Lem” (2002) oraz około 550 artykułów, esejów naukowych, szkiców i recenzji. Zrealizował kilkaset odcinków programów telewizyjnych i trzy filmy dokumentalne. Sprawił na wszystkich wrażenie nie tylko uczonego popularyzatora nauki i literatury, ale też człowieka energicznego, sympatycznego, pogodnego, opowiadającego z humorem.

Wiktoria Malicka, Stanisław Bereś (fot. Jurij Smirnow)

Jak zawsze, prelegenta zebranym przedstawili pełnomocnik we Lwowie Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu Wiktoria Malicka i dyrektor generalny Lwowskiej Narodowej Biblioteki Narodowej Ukrainy im. W. Stefanyka Wasyl Fersztej. Właśnie te dwie instytucje są współorganizatorami Spotkań, które odbywają się pod patronatem Konsulatu Generalnego RP we Lwowie. Na spotkaniu obecna była grupa pracowników konsulatu na czele z konsulem generalnym Rafałem Wolskim.

Na wstępie prof. Bereś przypomniał, że Stanisław Lem odszedł od nas 12 lat temu w 2006 roku, ale jego książki i myśli żyją. Po jego śmierci w Polsce sprzedano już ogromne nakłady jego książek, ponad jeden milion, co oznacza, że chce je czytać nowe, młode pokolenie Polaków. Jest to wyjątkowe zainteresowanie autorem, który nie żyje. Lem bardzo mocno jest obecny w świadomości wszystkich pokoleń Polaków – i tych starszych, i młodzieży. Kogoś podobnego do Lema nie było i nie ma teraz w literaturze polskiej. Jako człowiek był osobowością niezwykłą, po prostu unikatową, był wysokim intelektualistą, myślącym bardzo oryginalnie. Prelegent oświadczył, że znał wielu (prawie wszystkich) znaczących polskich literatów, również zagranicznych, ale takiego człowieka, takiej osobowości jak Lem, nigdy nie spotkał.

Był to człowiek niezwykłego intelektu, błyskotliwości i szybkości myślenia, niesamowitego standardu wiedzy. Był filozofem, który przewidywał kierunki rozwoju wiedzy, nauki, takich jak, na przykład, sztuczny intelekt. Przed nim faktycznie nie było polskiej literatury fantastycznej, to on stworzył ten kierunek, wypełnił lukę i podniósł polską literaturę w tym kierunku na poziom światowy. Również nikt z jego naśladowców nie przybliżył się do jego poziomu wiedzy, filozofii, naukowego przewidywania przyszłości. Żył w trudnych czasach, ale był zawsze bardzo odporny na wpływy i manipulacje. Jego oryginalność, odrębność rzuca się w oczy, nie był porównywalny z żadnym innym literatem, intelektualistą czy filozofem. W literaturze polskiej nie było i nie ma nikogo, kto byłby porównywalny z Lemem. On myślał w sposób niestandardowy. Wiedza jego była porównywalna z wiedzą całych instytucji naukowych. Skala możliwości jego intelektu była wprost nieporównywalna. W naszych czasach nie było pisarza, twórcy o tak wysokiej intelektualnej wszechstronności myślenia. Jego prognozy naukowe, które były wówczas fantastyką, są w naszych czasach rzeczywistością.

Lem w swoich książkach korzystał tylko z naukowych opracowań najlepszych uczonych. Nigdy nie interesowały go sensacyjne, wadliwe teorie. Uczył się też przez całe życie. Przenumerował wydawnictwa naukowe, czasopisma najlepszego gatunku. Jedna z najciekawszych jego idei naukowych i filozoficznych dotyczy bezpośrednio człowieka. Według tej teorii, człowiek homo sapiens był jednak „kiepsko zaprojektowany”. Człowiek przez ewolucję jest zapędzony w pułapkę technologiczną. Bez zasadniczych zmian nie można zmienić człowieka i technologie już dziś zaczynają wkraczać w nasz organizm. Lem pisał o tym, kiedy nie było jeszcze żadnych rozruszników serca. A dziś naukowcy już mówią o wszczepieniu nowych fragmentów mózgu i innych daleko idących innowacjach.

fot. Jurij Smirnow

Referat prof. Stanisława Beresia został wysłuchany z wielkim zainteresowaniem, ale jak wykazała dyskusja, zebrani oczekiwali od prelegenta czegoś jeszcze innego. Wszystkich interesowały lwowskie lata Lema, wpływ żydowskiego pochodzenia na jego intelekt i twórczość, oraz rola otoczenia żydowskiego Lwowa, w którym Lem urodził się i dorastał intelektualnie. Słuchaczy interesowały też losy Lema i jego najbliższych podczas II wojny światowej i okupacji niemieckiej. Profesor Bereś odpowiedział na to, że Lem nigdy w życiu nie chciał wypowiadać się na te tematy. Zamknął się na wszystkie klucze, nawet dla najbliższych. Na pewno jego przeżycia z tego okresu były tak bolesne, była to taka trauma psychiczna, że nie miał sił wracać do niej. Jego przyjaciel prof. Bartoszewski mówił, że gdyby Lem napisał książkę o zagładzie Żydów lwowskich, to na pewno dostałby za to nagrodę Nobla, ale Lem nie chciał o tym nawet wspominać. Lwów był dla pisarza miastem szalenie ważnym, był to świat, który go ukształtował i wychował. Ale też w żadnym innym miejscu Lem nie przeżył takiej tragedii, takiego dramatu jak we Lwowie. Był świadkiem mordów ludzi w Brygidkach i mordów Żydów lwowskich już od pierwszego dnia wkroczenia hitlerowców do Lwowa. W tych mordach Żydów brała też udział cywilna ludność miasta, oskarżając Żydów o współpracę z sowietami i NKWD. Opisy tych bolesnych wydarzeń znajdujemy w różnych książkach Lema, ale trzeba umieć skojarzyć sobie, o co właśnie chodzi. Przez trzy lata Stanisław Lem, jego matka i ojciec ukrywali się przed okupantem, i przeżyli te ciężkie czasy. Jak im się to udało, Lem po wojnie nigdy nie mówił i pomijał ten temat, kiedy go o to pytali dziennikarze. Pamięć o pogromach żydowskich miał w sobie stłumić, podobnie jak ukryć bardzo głęboko swoje żydowskie pochodzenie. A jednak bardzo go to bolało i z przerażeniem patrzył na przejawy antysemityzmu w PRL. W tym podczas wydarzeń 1968 roku. Nie wyjechał wtedy z Polski, ale był bardzo bliski podjęcia tego kroku. Być może jego późniejszy wyjazd do Wiednia był związany właśnie z tymi nastrojami. Podczas dyskusji padło też pytanie, czy Lem był obserwowany przez służby specjalne PRL. Prelegent odpowiedział, że niestety nie może z dokładnością odpowiedzieć na to pytanie, bo w teczce Lema w IPN nie ma jakichś sensacyjnych materiałów, na ogół materiałów jest bardzo mało. To jednak nie znaczy, że część materiałów nie została zniszczona czy też gdzieś schowana.

Na grobie Stanisława Lema znajduje się zwykła płyta z napisem w języku polskim, ale ktoś zwyczajem żydowskim stale składa na niej kamyki jak na macewie. „Lem wyeliminował swoją żydowskość, ale ona do niego wróciła po śmierci” – tymi słowami zakończył swoją opowieść profesor Bereś.

Bardzo interesującą była też informacja Wiktorii Malickiej o tym, że kilka instytucji naukowych w Polsce podjęło inicjatywę ustawienia we Lwowie przy ul. Brajerowskiej 4 (obecnie ul. Bohdana Łepkiego) tablicy pamiątkowej Stanisława Lema. Poczyniono już odpowiednie kroki w tym kierunku, mamy nadzieję, że dołączą do tej inicjatywy również lwowskie instytucje ukraińskie.

Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 7 (299) 13-24 kwietnia 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.