• Ukazał się drukiem album Cmentarz Janows...

    Album jest pierwszą częścią dwutomowego wydania będącego podsumowaniem prac badawczych naukowców Uniwersytetu Szczecińskiego nad dziejami Cmentarza Janowskiego we Lwowie. ...
  • Bohater naszych czasów

    W Święto Niepodległości Polski 2015 roku na cmentarzu w Złoczowie został poświęcony nowo zbudowany pomnik na zbiorowej mogile Polaków pomordowanych przez NKWD w 1941 r. i imienne t...
  • Zapach anioła Jana Piekło po ukraińsku

    We lwowskiej księgarni „Є” 23 stycznia odbyło się spotkanie autorskie z Janem Piekło, autorem książki Zapach anioła, która została przetłumaczona na język ukraiński. ...

aktualności

Studniówka w szkole nr 24

08/02/2016 14:20

Kolejny rok szkolny dobiega końca i z końcem karnawału w szkołach odbywają się tradycyjne studniówki. Dla maturzystów zbliża się upragniony okres przejścia w dorosłe życie. Dzieli ich od tego jedynie 100 dni.

Poszukuję informacji o Janie Godlewskim

04/02/2016 07:42

Zwracam się z uprzejmą prośbą o pomoc w ustaleniu historii Jana Godlewskiego z Warszawy, urodzonego 20 marca 1902 r., syna Pawła i Marianny z Gołębiewskich.

Warsztaty z autoprezentacji, wystąpień publicznych i negocjacji dla polskiej młodzieży w Stanisławowie

03/02/2016 13:11

W dniach 28-31 stycznia sala główna Centrum Kultury Polskiej i Dialogu Europejskiego w Iwano-Frankiwsku, niegdyś Stanisławowie, dla grupy polskiej młodzieży z tego miasta zamieniła się w prawdziwą bazę treningową.

Lwowianie uczcili pamięć Kuźmy „Skriabina”

03/02/2016 12:46

Rok temu, 2 lutego w wypadku samochodowym zginął lider zespołu „Skriabin” Andrij „Kuźma” Kuźmenko. W tym dniu na centralnych placach wielu ukraińskich miast odbyła się akcja pamięci „Rok samotności”. Wieczór pamięci Skriabina odbył się również w Warszawie.

Studniówka 2016 w Mościskach

01/02/2016 11:50

Studniówka jest niezwykłą uroczystością w życiu każdego maturzysty. To wielki bal, w którym uczestniczą uczniowie klas maturalnych, nauczyciele, rodzice i zaproszeni goście.

Jasełka w szkole im. Marii Konopnickiej we Lwowie

30/01/2016 11:25

W poniedziałek, 28 grudnia 2015 roku uczniowie 4 klasy przedstawili jasełka, spektakl o Bożym Narodzeniu.

Kolęda przedsiębiorców Ziemi Lwowskiej

30/01/2016 11:17

Na tradycyjne spotkanie opłatkowe i wspólne śpiewanie kolęd zaprosił swoich członków 24 stycznia Zarząd Stowarzyszenia Polskich Przedsiębiorców Ziemi Lwowskiej (SPPZL).

publicystyka

Czy dla zasady nie zamykamy czasem uszu na argumenty przeciwnika?

11/02/2016 16:49

23-24 stycznia we Lwowie odbywały się sesje Otwartej Szkoły Historii poświęcone tematom polsko-ukraińskim.

Nowa era

11/02/2016 16:41

Początki sprawowania rządów to z całą pewnością czas niełatwy, czas, gdy poświęca się uwagę kwestiom najważniejszym dla nowej ekipy, gdy buduje się zręby polityki, jaka będzie realizowana do następnych wyborów.

Pomnik ku czci Jana Palacha

10/02/2016 16:36

16 stycznia minęło dokładnie 47 lat od dnia, kiedy na praskim placu Wacława w proteście przeciwko radzieckiej interwencji z sierpnia 1968 podpalił się i wkrótce zmarł w jednym z praskich szpitali student Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Karola w Pradze Jan Palach.

Jedzie pociąg z daleka

10/02/2016 16:32

„Jedzie pociąg z daleka, ani chwili nie czeka. Konduktorze łaskawy, zabierz nas do Warszawy”.

Robimy wszystko, by wróciło normalne życie

09/02/2016 16:28

Z Jewgenijem Wasiliewym, koordynatorem projektu w Vostok SOS i Vostok SOS - Wyzwolone miasta, rozmawiał Wojciech Jankowski.

Vostok SOS. Pożegnanie z Donbasem. Cześć 3

09/02/2016 16:23

Przyszli w nocy w „bandytkach” na głowach. Sterroryzowali rodzinę. Strzelali do sąsiadki. Nikogo nie zabili, ale dzień wcześniej separatyści zabili ich przyjaciela za brak entuzjazmu dla rządów dopiero co ogłoszonej Donieckiej Republiki Ludowej.

Niezwykłe spotkanie u stóp pani kalwaryjskiej

06/02/2016 09:28

O prezentacji dzieła profesora Zenona Błądka „Wszystko dzięki Opatrzności. Drogi życia Księdza Kardynała Mariana Jaworskiego”.

Krzyż Bohaterów 1863 r. w Niemirowie

06/02/2016 09:26

Rok 2013 był rokiem pamięci o wydarzeniu sprzed 150 lat – polskim powstaniu styczniowym przeciwko tyranii carskiej.

Odnaleziona rodzina na Podolu

-a A+

Fot. archiwum prywatne autorkiOd czterech lat jeżdżę na Ukrainę, szukam korzeni i organizuję sentymentalne wyjazdy na Kresy. Są to podróże zindywidualizowane, przygotowane pod konkretne zamówienie, tak abyśmy mogli dojechać do każdej, najmniejszej nawet wioseczki, z której pochodzą przodkowie. W ciągu tego czasu udało mi się zorganizować wyjazdy dla kilkudziesięciu osób.


Na wyjazd w lipcu umówiła się ze mną pani Bogusia z Ostródy wraz z córką Anetą. Poznałyśmy się przez Internet, spotkałyśmy dopiero tuż przed wyjazdem. Trasa była z góry zaplanowana, noclegi zarezerwowane, nic tylko wsiąść i jechać. Program wyjazdu obejmował trasę z Warszawy przez Sarny do Małyńska, następnie Ostróg, Husiatyn i Suchodół, Czortków, Tarnopol, Korsów i Lwów, ale najważniejszymi miejscami do odwiedzenia były: Małyńsk na Wołyniu – stąd pochodzi rodzina taty – Antoniego Stawskiego, ojca p. Bogusi; Korsów, rej. Brody – tam urodziła się mama – Zofia Kaszczyniec; Suchodół k/Husiatyna – tu przeprowadziła się w latach 20-tych rodzina Kaszczyńców z Korsowa.


Wyjechałyśmy z Warszawy kierując się na moje ulubione przejście graniczne w Dorohusku. Dojechałyśmy dość szybko, pogoda dopisywała. Granicę udało się nam przejechać w 25 minut, tak więc zadowolone wielce ruszyłyśmy na podbój Wołynia. Nocleg miałyśmy zaplanowany u ks. Władysława w Sarnach, więc z Kowla udałyśmy się prostą drogą przez Maniewicze. Po drodze skręciłyśmy wprawdzie w bok, ale tylko na chwilkę. Podjechałyśmy do Antonówki, w której bieg zaczyna znana kolejka wąskotorowa, tzw. poleski tramwaj. Grafiku jazdy dostać się nie da, ale wiemy już, że pociąg rusza ze stacji o 7:05 z rana i wraca o 17:05 po południu. Jeździ każdego dnia, o każdej porze roku, oprócz czwartku.


W końcu dotarłyśmy do Sarn. Księdza wprawdzie jeszcze było, ale plebania stała otworem, a gospodyni – p. Wanda przyjęła nas z otwartymi ramionami. Miałyśmy tego dnia jeszcze zaplanowane pierwsze spotkanie z pewną panią, Ukrainką która pochodziła z Małyńska. Spotkałyśmy się w centrum Sarn i z zachwytem słuchałyśmy jej pięknej polszczyzny. Dużo nam opowiedziała, pamiętała polskich sąsiadów oraz swoje wizyty w Polsce powojennej. Jako małe dziecko chodziła do polskiej szkoły i do dziś zna wiersz, który nam zadeklamowała „Kto Ty jesteś, Polak mały...”

 

Fot. archiwum prywatne autorkiPrzenocowałyśmy w Sarnach i następnego dnia pojechałyśmy do Małyńska – miejscowości, w której Antoni Stawski, tata pani Bogusi urodził się w 1914 roku. Mama pani Bogusi – Zofia Kaszczyniec pojawiła się w Małyńsku w 1935 r. w wieku lat 16, kiedy to przyjechała do brata Stefana, opiekować się jego dziećmi. Antoni i Zofia poznali się, pobrali w Małyńsku, a w 1942 r. wyjechali na roboty do Niemiec. Stamtąd wrócili już do Polski, zamieszkali w Ostródzie.


Tata Antoni często wspominał swoją rodzinę, przodków. Dlatego łatwo też było rozpocząć dalsze badania genealogiczne, zwieńczone wiedzą o krewnych sprzed 200 lat. Mama pani Bogusi natomiast nigdy nie wspominała rodziny. Wiadomo było, że była córką Ignacego Kaszczyńca i Eufrozyny z domu Pronyszyn, że była ich piątka dzieci i że powojenne szukanie rodziny przy pomocy Czerwonego Krzyża nie przyniosło żadnych rezultatów. W związku z tym, co roku zapalane były znicze za zmarłą rodzinę Zosi. W Małyńsku też nikt nie pamiętał już Zosi czy Stefana Kaszczyńców, jak również rodziny Antoniego Stawskiego.


Pojechałyśmy więc dalej szukać śladów rodziny Stawskich na cmentarzach w Oleksandrii, Żytyniu i Tuczynie w równieńskiego obwodu. Znalazłyśmy tylko kilka starych polskich grobów o nic niemówiących nam nazwiskach i weszłyśmy do starego kościoła w Tuczynie, w którym najprawdopodobniej brali ślub dziadkowie Antoniego Stawskiego w 1864 r. Na nocleg zjechałyśmy do ks. Witolda Kowalowa do Ostroga, gdzie zostałyśmy bardzo miło przyjęte, jak zawsze zresztą.


Następnego dnia rano po mszy w języku polskim i po śniadaniu ruszyłyśmy na południe, na Podole. Celem naszym było odwiedzenie cmentarza w Suchodole, w którym wychowała się Zosia z domu Kaszczyniec – mama pani Bogusi. Wiadomo było, że rodzina Kaszczyńców pochodzi z Korsowa w pow. brodowskim, ale w latach 20. przeniosła się pod Husiatyn. Dziadek Ignacy wyjeżdżał kilkakrotnie do Kanady, a za zarobione pieniądze kupił ziemię na Podolu. Zofia i jej rodzeństwo urodzili się jeszcze w Korsowie, ale za młodych swych lat przeprowadzili się do Suchodołu. Jak wspominała pani Bogusia – mama śpiewała piosenki o Podolu i czuła się Podolanką.

 

Fot. archiwum prywatne autorkiPrzyjechałyśmy wreszcie do Suchodołu. Przy głównej ulicy jest cerkiew i stary cmentarz, na którym niestety nie znalazłyśmy żadnych rodzinnych grobów. Zdecydowałyśmy się popytać, czy może żyje jeszcze, ktoś kto znał Kaszczyńców. Wiadomo było, że dziadek Ignacy zmarł w 1942 r., ale może babcię Eufrozynę ktoś jeszcze pamięta. W pierwszym domu spotkałyśmy panią Stefanię, która oznajmiła nam, że w Suchodole mieszka dużo Kaszczyńców i że ona pamięta babcię Fruzię. Objaśniła nam jak trzeba dojechać do kolonii, w której mieszkają. Jedziemy, a po drodze spotykamy idące drogą dwie panie. Pytamy o Kaszczyńców. I nagle szok!! Niedowierzanie i łzy. Jedna z pań – Orysia jest córką Mikołaja, a on sam jest synem Eufrozyny i Ignacego (Hnata). Żyje brat mamy!!!! Wujek!! A myśmy nic nie wiedziały. Czerwony Krzyż nic nie znalazł, uznano ich za zmarłych. Orysia zatem jest najbliższą kuzynką pani Bogusi. Dużo wzruszeń, ale i radości. Mikołaj dużo nie powie, bo już nie słyszy – ma 80 lat, ale wie, że ma przed sobą siostrzenicę. Eufrozyna zmarła dopiero w 1969 r. Dzieci było dziesięcioro, a nie jak zapamiętała Zosia – tylko piątka: Stefan, Filip, Jacek, Józefat i Mikołaj, a także Ola, Anastazja, Zosia, Maria i Hanna. Filip zginął w kampanii wrześniowej nad Bzurą, pochowany jest w Modlnej – jego nagrobek znalazła pani Bogusia całkiem niedawno. Jacek zaginął także podczas wojny w jakichś kamieniołomach niemieckich, może w jakimś obozie na Dolnym Śląsku, nie wiadomo. Stefan z rodziną wyjechał z Małyńska i szczęśliwie po wojnie osiadł w Polsce. Niestety stracił kontakt z Zosią i dopiero pani Bogusia odnalazła jego dzieci na Śląsku trzy lata temu. Stefan tego już nie doczekał, zmarł w 1977 r. Reszta dzieci Eufrozyny i Ignacego została na Podolu. Zosia zmarła dopiero dwa lata temu w Ostródzie, nie wiedząc, że posiada tak liczną rodzinę. Choć jej mama także szukała córki przez Czerwony Krzyż na Ukrainie, który i w tym wypadku nic nie dopomógł. Wg słów nowo poznanej rodziny, Eufrozyna do końca życia wierzyła, że Zosia przeżyła wojnę i gdzieś tam żyje.


Po pierwszych łzach szczęścia przyszedł czas na wspólne opowieści, oglądanie zdjęć, szukanie podobieństw. Odwiedziliśmy dzieci Oli, Józefata i Mikołaja. Poznaliśmy dużo rodzinnych historii, obiecaliśmy sobie kontakt i wzajemne wizyty, a za jakiś czas może i zjazd rodzinny. U rodziny Kaszczyńców w Suchodole, tak bliskiej i dalekiej zarazem spędziliśmy prawie dwa dni, modyfikując swoje plany, bo i priorytety się zmieniły. Pani Bogusia z córką miały możliwość odwiedzenia grobów rodzinnych babci i prababci zarazem, sióstr i brata matki i babci, zapalenia zniczy na rodzinnych grobach.


Wyjeżdżając, dostałyśmy namiary na rodzinę Anastazji – kolejnej z sióstr Zofii, która mieszka w Korsowie. Tam również przyjęto nas z największą radością odnalezienia się krewnych, spotkałyśmy się z synową Anastazji (Nastii) – 84-letnią Marysią, której rodzina wspaniale nas ugościła, a Marysia oprowadziła po miejscowym cmentarzu. Znalazłyśmy tam groby zarówno Kaszczyńców – po dziadku Ignacym, jak i rodzinę Pronyszynów – krewnych babci Eufrozyny. Zaowocowało to spotkaniem z kuzynką Zosi, która w znacznym stopniu dopełniła naszej wiedzy dotyczącej przodków po kądzieli.


Pierwotnie planowałyśmy powrót w sobotę do kraju, ale dowiedziawszy się o zaplanowanych na ten dzień uroczystościach 70-lecia Rzezi Wołyńskiej w Hucie Stepańskiej, nie mogło nas tam zabraknąć. Ks. Władysław Łukasiewicz ponownie ugościł nas u siebie na plebanii w Sarnach. Dojechałyśmy w piątek wieczorem, natomiast w sobotni poranek wraz z innymi Polakami przybyłymi z kraju ruszyliśmy kolumnadą samochodów do Huty. Sama uroczystość była bardzo podniosła, uczestniczyło w niej wielu księży katolickich z okolicznych parafii, ks. biskup z Łucka, a także patriarchowie kościoła prawosławnego. Obecni byli przedstawiciele władz miejscowych z Huty i Kostopola, a także prof. Andrzej Kunert z IPNu. Najwspanialszy jednak był fakt takiej wielkiej jedności Polaków i Ukraińców przybyłych na tę uroczystość. Tak więc nie mogło tam nas zabraknąć. To było wspaniałym zwieńczeniem naszej wyprawy śladami przodków.


Marta Czerwieniec
Tekst ukazał się w nr 13–14 (185–186) 16 lipca – 15 sierpnia 2013

Portal powstał przy wsparciu Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” ze środków Senatu Rzeczypospolitej Polskiej

Projekt realizowany przy wsparciu MSZ RP w ramach projektu "Współpraca z Polonią i Polakami za granicą"

©2011-2016 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.