Nowa książka o archidiecezji lwowskiej

-a A+

Setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości zainspirowała wielu badaczy historii najnowszej do podjęcia tematyki związanej z tym jubileuszem. Badania te zaowocowały licznymi publikacjami naukowymi i popularnonaukowymi.

W nurt ten wplata się także książka Grzegorza Chajki z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, który opracował i wydał pierwszy tom materiałów źródłowych do dziejów archidiecezji lwowskiej obrządku łacińskiego w latach 1914–1918.

Podjęcie tego tematu przez autora wydaje się bardzo cenne. Powszechnie bowiem wiadomo, że tereny Małopolski Wschodniej zostały objęte w okresie I wojny światowej intensywnymi działaniami wojennymi, stały się areną ciężkich walk pomiędzy armiami zaborców, ale wciąż temat udziału Kościoła rzymskokatolickiego w tej wojnie, a także poniesionych przez niego strat pozostaje nieporuszony i niezbadany. Lukę tę z pewnością zaczyna wypełniać wydana drukiem publikacja. Zawiera ona 169 dokumentów, podzielonych na 23 dekanaty, a w ich ramach na parafie w porządku alfabetycznym. Jak dotychczas, nie udało się odnaleźć tekstów odnoszących się do dekanatów: Czortków, Lwów-miasto, Podhajce i Skałat oraz dwóch bukowińskich: Radowce i Suczawa. Precyzyjnie charakteryzują one sytuację lokalnego Kościoła, co wynika z faktu, że zostały zredagowane zgodnie z narzuconym przez Konsystorz Metropolitalny we Lwowie szablonem odpowiedzi.

Na ich podstawie rysuje się niestety przykry obraz lokalnego Kościoła rzymskokatolickiego, który szczycąc się swoją wielowiekową tradycją i bogactwem w zakresie architektury, kultury i sztuki, w ciągu zmagań wojennych stał się wielkim pobojowiskiem. Spośród dotychczas odnalezionych dokumentów aż kilkadziesiąt związanych jest bezpośrednio z rekwizycją dzwonów – ewidencjonują je, bądź opisują okoliczności ich konfiskaty. Dotyczy to nie tylko kościołów parafialnych, ale również kaplic filialnych, gdyż niektóre z nich także je posiadały. Autorzy relacji bardzo często podawali wielkość i średnicę dzwonów, opisywali zachowane na nich inskrypcje, a w niejasnych sytuacjach przesyłali nawet spisane ze świadkami protokoły, w których podawano okoliczności fundacji lub rekwizycji, w przypadkach, kiedy danego duchownego nie było w parafii.

Kolejną ważną grupę zniszczeń stanowiły te widoczne w budynkach i wyposażeniu świątyń oraz w infrastrukturze gospodarczej parafii. Przewijają się one przez zdecydowaną większość dokumentów. Duchowni informowali o uszkodzeniach kościołów i kaplic, w różnym zresztą stopniu. W przypadku zaś obiektów w Milnie, Załoźcach, Szczurowicach, Narolu czy Kamionce Strumiłłowej odnotowali niemal całkowite lub zupełne ich zniszczenie. Wrogie wojska nie oszczędzały nawet nieuszkodzonych kościołów, jak np. w Tadaniu, w którym żołnierze świadomie „z psoty” zniszczyli część wyposażenia, paramentów liturgicznych i bielizny kościelnej. Najbardziej kuriozalny jednak rabunek nastąpił w Winnikach, gdzie z piwnicy na plebanii proboszcza rzymskokatolickiego zostało skradzione wino. Przestępstwa dokonał, jak wskazują edytowane dokumenty, miejscowy kościelny greckokatolicki na polecenie swojego proboszcza.

Wojska wszystkich armii nie oszczędzały w rabunkach budynków gospodarczych należących do parafii. Większość z nich została rozebrana, a materiały, z których je wykonano, żołnierze wykorzystali do umacniania okopów. Płoty otaczające kościoły i inne obiekty często spalono, a wszelkiego rodzaju zwierzęta hodowlane i zapasy żywnościowe rozgrabiono i spożytkowano dla potrzeb walczących. Zasiewy przeznaczano zaś na pokarm dla koni.

Na obecnym etapie udało się jedynie odnaleźć pojedyncze relacje księży opisujące sytuację wojenną, walki pozycyjne wrogich armii, zachowanie się zwykłych żołnierzy oraz ludności. Ten stan może wynikać z prostego faktu, że tych elementów po prostu nie dokumentowano, gdyż dla wszystkich ówczesnych ludzi stanowiły one zwykłą codzienność.

Z niektórych parafii zachowało się po kilka dokumentów dotyczących pierwszej wojny światowej, z różną datacją. To bardzo cenny zbiór, dający możliwość analizy postępu działań wojennych bądź destrukcji. Jeśli w którymś z nich zachowała się relacja mówiąca, że żadnych szkód nie odnotowano, to również została ona włączona do niniejszego zbioru, gdyż daje to pogląd na rozwój wydarzeń i może być też cenną informacją dla historii danej miejscowości.

W znalezieniu niezbędnych informacji będą zapewne przydatne zamieszczone na końcu tomu indeksy geograficzny i osobowy, zaś w aneksie fotograficznym można odnaleźć reprodukcje niektórych z opisywanych obiektów, także tych przedstawiających zniszczenia. Z tych ostatnich niektóre nie były dotąd publikowane.

Wszystkie zamieszczone w niniejszej książce dokumenty pochodzą z Archiwum im. abp. Eugeniusza Baziaka w Krakowie. Wskutek dużego ich rozproszenia w zasobie całego Archiwum oraz aktualnie trwających prac porządkowych niemożliwe stało się zamieszczenie wszystkich w jednym woluminie. W związku z tym publikacja ta będzie kontynuowana w podobnym układzie, tzw. systemem holenderskim, w kolejnym przygotowywanym już do druku tomie.

Helena Brzeska
Tekst ukazał się w nr 22 (314) 30 listopada – 17 grudnia 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.