O Zuzannie Ginczance tym razem we Lwowie

-a A+

W czasie, kiedy we Lwowie odbywał się XXV Forum Wydawców, w galerii „Dzyga” we Lwowie została otwarta wystawa w całości poświęcona poetce z okresu międzywojnia Zuzannie Ginczance.

Autorką przedstawionych prac graficznych jest Krystyna Piotrowska – artystka sztuk wizualnych, grafik, autorka filmów i instalacji wideo, kuratorka.

- Moje kontakty z Ginczanką, z jej poezją były od początku bardzo osobiste – mówiła otwierając swoją wystawę Krystyna Piotrowska. – W latach 90. na okładce pisma dla kobiet „Wysokie obcasy” była fotografia Zuzanny Ginczanki. Pamiętam, że mój tata, oglądając to zdjęcie, powiedział: ależ to jest Zuza! No i się okazało, że chodzili razem do szkoły i że na zdjęciach z klasy Ginczanki mój tata też jest. Było to w Równem, w Gimnazjum Państwowym im. T. Kościuszki. Tak że to był mój pierwszy kontakt z Ginczanką. A później zostałam zaproszona przez Sarmena Beglariana do tworzenia wystawy o Ginczance i wtedy powstała taka seria portretów Ginczanki, które inspirowane były właśnie jej poezją. Tytułem tej wystawy jest cytat wzięty z wiersza poetki z maja 1939 roku „Miłość lub wojna”. Jak wiemy, miłości nie było. Była wojna. I Ginczanka tej wojny nie przeżyła.

Na białych tynkowanych ścianach – twarze. Zresztą jest to prawie wyłącznie jedna twarz. Twarz pięknej uśmiechniętej kobiety i oczy – duże, błyszczące, przenikające widza do głębi duszy.

Otworzył prezentację lwowski artysta malarz i performer Włodko Kaufman.

- Nie są to ilustracje do twórczości Ginczanki, jest to twórczość równoległa, która jest samowystarczalna i świadczy o tym, że dobry artysta czerpie natchnienie w dobrej poezji dobrego poety – powiedział na wstępie Włodko Kaufman.

Zaprezentowana została również dwujęzyczna książka poezji Zuzanny Ginczanki, wydana w 2017 roku dzięki Konsulatowi Generalnemu RP w Łucku. Ilustracje w tej książce również są autorstwa Krystyny Piotrowskiej.

- Życie ma przedziwne losy – zastanawiał się dziennikarz i wydawca Grzegorz Gauden, prywatnie mąż Krystyny Piotrowskiej. – Mama Krystyny uratowała się uciekając do Lwowa z Warszawy w 1939 roku. I stąd trafiła gdzieś na Wschód – los wielu ludzi pod sowiecką okupacją, jak to wtedy się działo. I tam wtedy poznała swego przyszłego męża, ojca Krystyny, który uczęszczał do jednej szkoły z Ginczanką. Koleżanka-Żydówka z tej samej klasy określiła go mianem „czarującego antysemity”. Mój teść przed wojną stał pod sklepami żydowskimi w Równem przeszkadzając Polakom w tych sklepach robić zakupy. A pod okupacją sowiecką zmienił poglądy, ożenił się z Żydówką. Tak ta historia się potoczyła. I pierwsza część tej historii – ten Lwów – jest cały czas obecna. Przedstawiam Państwu ten swego rodzaju pomnik, do którego przyłożyłem rękę jako pomysłodawca. Wydana została poezja Ginczanki po ukraińsku, bo była tu kompletnie nieznana. Tak powstał ten tomik, który został wydany przez Olę Kowal i Andrija Pawłyszyna. Jest to powrót Ginczanki do Lwowa i do Równego. Są w niej teksty po ukraińsku wprowadzające w twórczość Ginczanki, moim zdaniem fundamentalne, więc warto by po to sięgnąć – dodał Grzegorz Gauden.

Fot. Alina Wozijan

Dziennikarz, redaktor i tłumacz Andrij Pawłyszyn opowiedział wzruszającą historię życia i śmierci poetki:

Zuzanna Ginczanka urodziła się w 1917 roku w Kijowie. Uciekając przed terrorem bolszewickim rodzice z córką przenieśli się do Równego. Równe było miasteczkiem z bardzo wysokim odsetkiem ludności żydowskiej. Było to miasto nieduże i niebogate. Tu Zuzanna ukończyła gimnazjum i pojechała do Warszawy na studia. Wybrała kulturę polską. Wiersze pisała po polsku. Zadebiutowała jeszcze w wieku dorastania. W Warszawie zwróciła na siebie uwagę wybitnych poetów polskich. Została przyjęta przez skamandrytów, należała do cyganerii, lubiła tańczyć, odwiedzać bale. Ówczesne życie cyganerii różniło się od współczesnego – było bardziej poetyckie, nasycone metaforyką i obrazami. Ona miała specyficzną urodę – oczy różnego koloru, wschodni typ urody, czarne błyszczące włosy. Przyciągała wzroki, intrygowała, była plastyczna, dynamiczna. Krystyna w swoich pracach wykorzystała jej znane przedwojenne fotografie.

W 1939 roku następuje kataklizm. Zmuszona zostaje uciekać z Warszawy w kierunku na Wschód. Do Równego ona nie pojechała, pozostała we Lwowie. Zamieszkała przy ul. Rustawelego 8a (wówczas jeszcze Jabłonowskich) – jest tam duża kamienica, na dole biblioteka, a wyżej mieszkania. W pewnym momencie dozorczymi nazwiskiem Chominowa, której syn był znanym lwowskim złodziejem, nie przywiązanym do żadnej narodowości, doniosła na Ginczankę do gestapo, ale ta otrzymała wiadomość i zdążyła uciec w ostatniej chwili. Dzięki przyjaciołom dotarła do Krakowa, gdzie była przez dwa lata ukrywana. Ale czarny los ją w ostatnich miesiącach wojny dogonił.

Mam wrażenie, że prace Krystyny Piotrowskiej to są reminiscencje cierpienia poety, który zmuszony jest do ukrywania się, do ukrywania twarzy. Który nie może wyjść na ulicę, nie może obcować z ludźmi, nie może publikować swych wierszy. Ale każdego dnia zmuszony jest do oczekiwania na śmierć, która niechybnie przyjdzie.

Historia śmierci Ginczanki jest dość skomplikowana. Żydzi nie mogli pozostawać w jednym miejscu, musieli ciągle zmieniać kryjówki. Podobno podczas przesłuchania załamał się jeden z tych, kto ją ukrywał. Ginczanka została złapana przez hitlerowców. Nie jest znana dokładna data jej śmierci, są podawane różne daty. Zamordowana została w wieku 27 lat, w ostatnich miesiącach wojny. Ze względu na swoje pochodzenie została rozstrzelana przez Niemców w obozie w Płaszowie.

Po wojnie został znaleziony skrawek tkaniny, na której krwią był napisany wiersz Non omnis moriar – reminiscencja do exegi monumentum Horacego – mówi Andrij Pawłyszyn.

Non omnis moriar

Non omnis moriar – moje dumne włości,
Łąki moich obrusów, twierdze szaf niezłomnych,
Prześcieradła rozległe, drogocenna pościel
I suknie, jasne suknie pozostaną po mnie.

Nie zostawiłam tutaj żadnego dziedzica,
Niech więc rzeczy żydowskie twoja dłoń wyszpera,
Chominowo, lwowianko, dzielna żono szpicla,
Donosicielko chyża, matko folksdojczera.

Tobie, twoim niech służą, bo po cóżby obcym.
Bliscy moi – nie lutnia to, nie puste imię.
Pamiętam o was, wyście, kiedy szli szupowcy,
Też pamiętali o mnie. Przypomnieli i mnie.

Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze
I zapiją mój pogrzeb i własne bogactwo:
Kilimy i makaty, półmiski, lichtarze –
Niechaj piją noc całą, a o świcie brzasku
Niech zaczną szukać cennych kamieni i złota
W kanapach, materacach, kołdrach i dywanach.

O, jak będzie się palić w ręku im robota,
Kłęby włosia końskiego i morskiego siana,
Chmury prutych poduszek i obłoki pierzyn
Do rąk im przylgną, w skrzydła zmienią ręce obie;

To krew moja pakuły z puchem zlepi świeżym
I uskrzydlonych nagle w aniołów przemieni.

Zuzanna Ginczanka

Powrót Ginczanki do poetycko-kulturowej przestrzeni w Polsce odbywa się dopiero mniej-więcej w ostatnie dziesięć lat, dlatego że do tego trzeba było włożyć dużo pracy różnych badaczy. Ona nie miała takiego biografa jak Schulz. Jestem szczęśliwy, że mogłem pracować nad tą książką. Jest to cudowna książka. Przygotowywali ją Grzegorz Gauden i Krzysztof Sawicki, ukraińską wersję opracowywałem ja. Tłumaczenie wykonał Jarosław Poliszczuk – podsumował Andrij Pawłyszyn.

Wystąpiła również redaktorka portalu Culture.pl Natalka Rymska, która uściśliła datę urodzin Zuzanny Ginczanki – 9 marca 1917 roku według starego stylu, według nowego – 22 marca oraz podsumowała liczbę publikacji w języku ukraińskim – dwa artykuły i obecnie przetłumaczone wydanie poezji, co jest dobrym początkiem zaistnienia poetki w ukraińskim kręgu kulturowym.

Konsul Krzysztof Sawicki ubolewał nad tym, że nie było wśród obecnych Krzysztofa Willmanna, badacza literatury z Warszawy, który w pewnym momencie zalał go ogromem informacji o Zuzannie Ginczance, co w pewnym sensie stało się powodem odradzania pamięci o niej.

- Nie wiemy do dzisiaj, czy znali się Bruno Schulz z Ginczanką, ale ze względu na ich literaturę i losy można powiedzieć, że Ginczanka po trosze jest takim Schulzem w spódnicy. Widzę w tych osobach olbrzymie podobieństwo – poezji i niebywałej tragedii jednocześnie. Trzeba zauważyć, że wszyscy autorzy tej książki zrzekli się honorariów. Koszt wydania tej książki byłby olbrzymi, gdyby tak się nie stało. Dlatego też książka nie jest w sprzedaży, jest rozpowszechniana bezpłatnie. W Rownem książka została odebrana bardzo emocjonalnie – z nutką dumy powiedział Krzysztof Sawicki.

Równolegle, we współtowarzyszeniu, w sali wystawowej Centrum Historii Miejskiej została otwarta również poświęcona postaci Zuzanny Ginczanki i tematowi Zagłady Żydów wystawa zbiorowa pt. „Zuzanna Ginczanka. Tylko szczęście jest prawdziwym życiem…”. Autorami wystawionych prac są Andrij Bojarow, Hubert Czerepok, Alex Czetwertyński, Monika Drożyńska, Maja Gordon, Aneta Grzeszykowska, Zuzanna Hertzberg, Dominik Jałowiński, Angelika Markul, AnnaOrlikowska, Krystyna Piotrowska, Konrad Pustoła, Mikkil Skugga, Slavs and Tatars, Maria Stauber. Wystawa ta została zorganizowana przez Fundację Polskiej Sztuki Współczesnej, Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie i Centrum Historii Miejskiej Europy Środkowo-Wschodniej, we współpracy z Konsulatem Generalnym RP we Lwowie i stowarzyszeniem autorów ZAIKS. To, że obie wystawy odbywają w czasie Targów Książki we Lwowie, kiedy zjechało tu dużo ludzi, pomaga w rozpowszechnieniu podstawowej wiedzy o Ginczance, co jest niezwykle ważne. Wystawę tę można oglądać do 21 grudnia br.

Alina Wozijan

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.