Mistrzowie i służby specjalne

-a A+

Wywiad i kontrwywiad dowolnego państwa istnieją po to, aby kontrolować swoich obywateli, a szczególnie tych, którzy z racji pełnienia swoich funkcji – kierownicy, politycy, dyplomaci – lub zdolności – naukowcy, artyści, sportowcy – często odwiedzają zagranicę.

Ci ostatni chyba najczęściej przecinają morza i oceany, więc nic dziwnego, że są pod szczególnym obstrzałem służb specjalnych. W okresie sowieckim każda delegacja sportowa miała swego „anioła stróża” z odpowiedniego komitetu.

Przez wiele lat wybitni sportowcy znajdowali się pod „przykrywką”, a niektórzy nawet byli zmuszeni do pracy na bezpiekę. Szczególnymi względami Stasi otoczone były piękne niemieckie łyżwiarki figurowe. Jako pierwszą należy wspomnieć Gabi Seyfert, wielokrotną mistrzynię świata z końca lat 60. XX wieku. Stasi „wzięło” ją na tym, że sportsmenka lubiła ładne i drogie rzeczy. „Pomożemy ci, a w zamian opowiesz nam co mówią twoi koledzy z drużyny, o czym marzą, co planują…”.

Matką Gabi była znana trenerka jazdy figurowej Jutta Müller, a jej wychowanką była kolejna gwiazda NRD-owskiej jazdy figurowej Katerina Witt, dwukrotna mistrzyni olimpijska, wielokrotna mistrzyni świata, dobrze znana naszym kibicom tego sportu. Katerinę podejrzewano o współpracę z tajnymi służbami, bo zawsze wszystko układało się jej pomyślnie, nie miała żadnych konfliktów, nieporozumień. Prasa od razu zrobiła wniosek: Katt przyjaźni się z odpowiednimi „chłopcami”, którzy wszystko pokrywają. Tej seksownej piękności przypisywano liczne romanse, zaczynając od księcia Monako i mistrza świata w szachach Garriego Kasparowa, a na członkach biura politycznego NRD kończąc.

Do podobnych funkcji zmuszany był i Jerzy Pawłowski, znany polski szermierz, mistrz olimpijski z 1968 roku, wielokrotny mistrz świata, uznany w 1974 roku za najlepszego sportowca Polski. W swojej książce „Najdłuższy pojedynek”, wydanej w 1994 roku przyznaje się, że początkowo był tajnym współpracownikiem służby bezpieczeństwa PRL-u pod pseudonimem „Szczery”.

Wyjaśnił to tym, że chciał uratować ojca, żołnierza AK, którego po wojnie prześladowano. Jerzy był nadzwyczaj utalentowanym sportowcem: jakąkolwiek dziedzinę uprawiał – zaraz osiągał wysokie wyniki: w boksie, łucznictwie, lekkiej atletyce. Jednak największe osiągnięcia miał w szermierce. Był uczestnikiem sześciu olimpiad, prawie przez dwadzieścia lat nie schodził z piedestałów najbardziej prestiżowych zawodów. Znanego i popularnego sportowca, podpułkownika WP zapraszano do kabinetów generałów i ministrów, a wspólnie z żoną, popularną artystką Teresą Szmigielówną, bywał na wszystkich najważniejszych rautach i przyjęciach.

Nagle na wiosnę 1975 roku Pawłowski znika. Po Warszawie potoczyły się plotki, że zamordowano go. Ale już po kilku miesiącach w gazetach ukazał się wyrok sądu w jego sprawie – 25 lat więzienia za zdradę państwa. Był to prawdziwy szok dla społeczeństwa, przez które był lubiany i szanowany. Z pierwszą żoną Teresą rozwiódł się jeszcze przed procesem, a druga, doktor medycyny, Iwona czekała na jego wyjście z więzienia przez długie dziesięć lat, aż w końcu doczekała się powrotu Jerzego do domu.

Nagle okazało się, że CIA zawerbowała polskiego sportowca jeszcze w 1964 roku podczas jego pobytu za oceanem. Pawłowski, chociaż nosił mundur wojskowy, nie znał planów wojskowych PRL-u ani Układu Warszawskiego. Ale już same jego „bywanie” w gabinetach najważniejszych osobistości w państwie przesądziło o jego losie. Znał wiele ploteczek – kto, kiedy, z kim, a te informacje też interesowały wywiad USA. Interesowało ich wszystko: kto ma kochankę, kto nie stroni od kieliszka, kto gra hazardowo w karty. Swoją współpracę z Amerykanami tłumaczył wyjątkową nienawiścią do władzy komunistycznej. Gdy zorientował się, że jest śledzony, sam oddał się w ręce władz. I tu wyprzedził przeciwnika, jak robił to wiele razy na planszy. Może miał nadzieję, że grzechy zostaną mu wybaczone, a szczerość i osiągniecia sportowe zostaną wzięte pod uwagę. Ale się przeliczył. Władza przez jego „przykładowe” ukaranie chciała zademonstrować swoją siłę: za szpiegostwo na korzyść najzacieklejszego wroga – ćwierć wieku z konfiskacją majątku. Państwo przejęło „mercedesa” i pięciopokojowe mieszkanie w centrum Warszawy, umeblowane antycznymi meblami i obwieszone dziełami sztuki.

Po dziesięciu latach i 44 dniach 11 czerwca 1985 roku wyszedł na wolność, by zostać wymienionym na polskiego szpiega Mariana Zacharskiego, aresztowanego w USA. Rząd amerykański zgodził się na wymianę swoich agentów przebywających w więzieniach w Polsce. Jednym z nich był Jerzy Pawłowski. Do wymiany doszło na słynnym moście Glienicke w pobliżu Poczdamu. Mistrz i tu wszystkich zadziwił. Mógł przejść na stronę „wolnych ludzi”, a wolał pozostać w kraju: Polska – to moja ojczyzna. Niech ją opuszczają komuniści, ja zostaję! – powiedział.

Jednak zdrady mu nie przebaczono. Odczuł to i się usamotnił. Przez ostatnie lata życia malował pejzaże i nawet wystawiał swoje obrazy, rzeźbił również w drewnie. Zajmował się bioenergetyką w prywatnej klinice, bo uważał, że posiada dar uleczania. Jednak sam się nie upilnował – chore serce stanęło 11 stycznia 2005 roku, następnego dnia po Balu mistrzów sportu, który co roku odbywa się pod egidą Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Siedział skromnie z żoną w kącie sali i być może wspominał podobne imprezy ze swej młodości. Świat sportowy Polski zamieścił w prasie nekrolog, w którym odnotowano jedynie jego osiągniecia sportowe.

Etatowym współpracownikiem KGB był również mistrz olimpijski w wioślarstwie z 1972 roku w Monachium Litwin Vladas Česiūnas. Kilka lat po zwycięstwie olimpijskim brał udział w operacji wywiadu sowieckiego, jako niby „niezadowolony” z życia w Związku Radzieckim, dał się zwabić kobiecie i pozostał za granicą. Tam podczas licznych konferencji prasowych ganił władzę sowiecką i wykonywał inne zadania. Tu naturalnie uważano go za zdrajcę, ale po kilku latach, po wykonaniu zadania, Česiūnas wrócił i został bohaterem ZSRR.

Otóż… każdy ma za swoje.

Jan Jaremko
Tekst ukazał się w nr 16 (284) 31 sierpnia – 11 września 2017

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.