Mam 1033 szklanki

-a A+

22 kwietnia br. został ustanowiony narodowy rekord w dziedzinie hobby – 1033 szklanki.

Mam przyjemność być jego zdobywcą. Nie wiem, czy nie jest to czasem również rekord europejski bądź światowy. Dyrekcja projektu Narodowych rekordów Ukrainy wysyła protokoły ustalonych rekordów krajowych do światowej księgi rekordów Guinnessa. Co roku ta organizacja otrzymuje do 40 tys. zarejestrowanych rekordów aspirujących do światowego rekordu.

Kilka słów o sobie. Nazywam się Anatol Wiński, mam 72 lata. Jestem Polakiem. Polakami byli moi rodzice, dziadkowie i pradziadkowie. Mieszkam w pięknym mieście – Kamieńcu Podolskim. Zawsze interesowałem się polską kulturą, filmem, muzyką. Wiele razy byłem w Polsce i przez Polskę jeździłem do innych krajów.

Swoją kolekcję zacząłem zbierać z ciekawości. W tamtych czasach – lata 60. XX wieku – w Związku Radzieckim szklanki były głównie graniaste z 14, 15 lub 16 krawędziami. Nawet nazywano je „granczaki”. Zadałem sobie pytanie – dlaczego? W archiwum wyczytałem, że car Piotr I wędrując statkiem trafił w sztorm i zauważył, że okrągłe szklanki toczą się po stole, gdy się przewrócą. Wtedy postanowił, by je robić kanciastymi. Takie były początki. Obecnie jest około 30 rodzajów kanciastych szklanek. Jest jeszcze jedna legenda, że ponoć rzeźbiarka Wiera Muchina dodała do takiej szklanki uszko i w ten sposób powstała halba na piwo.

Moja kolekcja mieści się w pokoju o powierzchni 20 m². Stoi tam 9 przeszklonych szafek z pięcioma półkami każda. Eksponaty są podświetlane. Początkowo moje zbiory mieściły się w 7 szafkach, a teraz potrzebowałbym jeszcze trzy, aby rozmieścić wszystkie egzemplarze.

W ciągu swego życia przejechałem około 170 – 180 tys. km. Moja żona, pochodzi z Łotwy i razem odwiedziliśmy już 15 państw świata. Jeszcze w 10 innych byli nasi krewni i znajomi i zewsząd przywozili nam lokalne szklanki w prezencie. Na świecie jest niewielu producentów szklanek. Głównie produkowane są w Rosji, Chinach, Polsce, USA, Belgii, Tajlandii, Bułgarii, Czechach, Włoszech, Niemczech i kiedyś produkowano jeszcze na Ukrainie. Wiele firm jedynie dekoruje wyroby innych producentów.

Wiele osób pyta o wartość mojej kolekcji. Dość trudno określić obecnie jej cenę. Ale orientacyjnie jest to około 17,5 tys. dol. USA (bez wartości szafek).

W 2014 roku podarowałem swoją kolekcje swojej wnuczce Marynie, która wtedy poszła do pierwszej klasy. Na jednej ze szklanek wygrawerowałem – „Kolekcja – piękna lekcja”.

Moja córka Anita, również zaraziła się zbieractwem. Zebrała kalendarzyki kieszonkowe. Ma ich około 1700 sztuk. Zbierała również koperty z nadrukami – 1400 kopert. Na szkatułce, w której trzyma kalendarzyki, ma napisane: „Zbieraj nie dla ilości, a poznawaj piękno”. Jej eksponaty przydają się jej w pracy. Współpracuje z czterema wydawnictwami literatury dla dzieci. Z ilustracjami z jej zbiorów ukazał się elementarz i przewodnik po Kamieńcu Podolskim. Szczególnie ten ostatni cieszył się wielkim powodzeniem wśród turystów.

Anatol Wiński
Tekst ukazał się w nr 19 (287) 17-30 października 2017

01/01/1970 01:00

29/12/2007 14:58

Różnie może być. Część 1

Jak nas widzą, tak nas piszą

24/01/2008 18:06

Różnie może być. Część 2

Ewelina opowiadała nam o wycieczkach do ruin lwowskiego zamku. Kiedyś chodziła tam z tatą i, jak była mała, myślała, że każde miasto musi mieć zamek taki, jaki jest we Lwowie.

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.