Sfumato – le calli et giardini di Venezia

-a A+

Początek października. Wenecja. Biennale. Piazza di Roma. Tłum. Prawie bezbarwny. Mleczna mgła spowija Lagunę.

Canal Grande (Canalasso). Gęsty tłum. Jak tsunami przetacza się przez równoległe sobie arterie miasta. Cel tsunami (sic!)?

Jak najszybciej dotrzeć do placu Świętego Marka! Mimo oleistej mgły tłum jest szczególnie wyraźny. Zapatrzony w ekrany tabletów, komórek jest gotowy miażdżyć wszystko po drodze. Tłum-Poliglota. Bezimiennie różnorodny. Zapatrzony w siebie. Miasto mu znika. Ucieka.

Mimo mgły, jest wyjątkowo ciepło. Nigdy nie byłem w tym niezwykłym mieście w październiku. We mgle jest urocze, tajemnicze. Niezmiennością urocze. Przez tajemnicę łatwiej na nowo się z nim zaprzyjaźnić.

Zmieniamy calle (ulicę). Tłum szybko rzednie. Mgła też. Idziemy do Giardini (ogrodów-pawilonów). Klucząc. Ustawicznie zmieniając calli. Unikamy tłumu. Nie ma tabletów. Telefonów. Są koty, bez dźwięku, szybko przemykają.

Chowając się w wąskich przesmykach. Venezia. Bizantyjsko-gotyckie fasady. Kościoły. Pałace. Mosty. Uwaga! W pośpiechu omija nas dwóch tragarzy popychając przed sobą wózki wypełnione kartonowymi pudłami. To Wenecja. Przez lata po niej wędruję. Zawłaszcza mną. Naturalnie. Bez strachu. Bez poczucia zagubienia. Mruczące motory łodzi w lustrach kanałów i pokrzykujący tragarze. Ponownie cisza. Można koncentrować uwagę na malowniczych fragmentach zaułków, podwórek, domów. Na wystających nad murami koronach drzew. Murami strzegącymi tajemnicy weneckich ogrodów. Są zapisem nutowym. Partyturą czasu. Jest ich w mieście dużo. Większość – prywatnością – niedostępna. W Serenissimie uczę się na nowo godnej harmonii. Wolności. Cierpliwości rysunku. Ciekawości światła. Koloru. Ciszy. Czerni. Cienia. Miękkiej tempery. Suchej, aksamitnej pasteli.

Poranna ostrość powietrza. Popołudniowa łagodność. Przedwieczorny sekret „kontrastu” – Sfumato. Przypomina mi się mądry mistrz Jan Tadeusz*. Mijam Arsenale di Venezia. Stocznia-legenda. Perła średniowiecza i renesansu. Perła „złotej” proporcji. Przypomina mi się z dzieciństwa cudowny ogród mojego dziadka. Do otwartych, publicznych ogrodów Biennale – Giardini jest jeszcze daleko. Nie myślę o nich wyobraźnią. One za chwilę będą. One są zawsze inne. One są...

* Niezapomniany (dla mnie) autorytet, artysta, Jan Tadeusz Stanisławski, mniemanolog, mistrz abstrakcyjnej gawędy-anegdoty, osaczony beznadziejną szarością PeeReLu, bezustannie z polotem, talentem, przez lata prowadził swoje wykłady pod wspólnym prowokującym tytułem – „O wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy”.

Info:
Jarosław Tomasz Kłos od ponad trzydziestu lat mieszka w Alpach. Artysta, poeta, muzyk, dziennikarz, społecznik. Kolejność zawodowych i społecznych pasji dowolna. Pracował w gazecie codziennej "Dauphine Libere". Przez wiele lat dyrektor artystyczny galerii sztuki współczesnej "Bateau-Lavoir" w Grenoble.
Założyciel i członek formacji (septet) jazzowo-funkowej „Jazz-Baba-Ryba-Band”. Członek Międzynarodowego Stowarzyszenia Dziennikarzy. Współpracował i redagował miesięcznik kulturalny „DiverCité”. Aktualnie twórca i społeczny organizator (wspólnie ze środowiskiem polonijnym) projektów związanych z promocją polskiej kultury i sztuki. Ma w swoim dorobku trzydzieści wystaw indywidualnych (rysunek, pastel, fotografia)... i udział w wielu wystawach zbiorowych.

Jarosław Tomasz Kłos
Radio Raspail, Maison-Atelier, Grenoble
Tekst ukazał się w nr 22-23 (291-292) 19 grudnia 2017 – 15 stycznia 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.