Michał Dejnega: Jestem dyrektorem kolegiaty, nie muzeum

-a A+

z Michałem Dejnegą, artystą malarzem i dyrektorem Muzeum Sztuki Przykarpacia w Iwano-Frankiwsku (dawnym Stanisławowie), mieszczącym się w dawnej kolegiacie, najstarszej świątyni ufundowanej przez Potockich, rozmawia Jarosław Krasnodębski.

Nie jesteś związany ze Stanisławowem od początku swojego życia?
Miasto zacząłem poznawać już od czwartej klasy, kiedy uczyłem się tutaj w szkole malarskiej. Następnie kontynuowałem naukę w Kosowie w technikum artystycznym, a po jego ukończeniu znalazłem się w wojsku. Od 1971 roku byłem już w Stanisławowie, z przerwą na studia malarskie we Lwowie. Po ponad trzydziestu latach zostałem dyrektorem Muzeum Sztuki Przykarpackiej.

Gdy zostałeś dyrektorem, czułeś ducha historii tego obiektu?
Najpierw przyszedłem do kościoła na Górce w latach 90., gdy zaczęliśmy go remontować. Była to wtedy ruina, magazyn z dziurą w dachu, przez którą można było oglądać gwiazdy. Potem przyszedł czas na budowę plebanii. Przy pierwszym proboszczu księdzu Kazimierzu Halimurce utworzyła się grupa osób, która pomagała mu prawie codziennie. I gdy zapytano mnie, czy chciałbym zostać dyrektorem kolegiaty, ksiądz Halimurka powiedział: „to co, Michale, będziesz dyrektorem kolegiaty, a ja proboszczem”? Niestety, wtedy to się nie udało. Była już wówczas nawet zarejestrowana parafia na mój adres domowy, a moja żona Luba była jej przewodniczącą grupy. Władze jednak postawiły warunek: „jeśli chcecie odzyskać kościół, to wybudujcie muzeum”. Mimo tego, że Ukraina przyjęła postanowienie oddania świątyń dawnym właścicielom.

Muzeum Sztuki Przykarpacia, dawniej kolegiaty. Widok z wieży ratuszowej w Iwano-Frankiwsku (fot. Jarosław Krasnodębski)

Może gdy uda się odrestaurować pałac Potockich, uda się także przenieść tam muzeum?
Niestety, uważam, że nie dojdzie do tego. Składa się na to wiele przyczyn. Między innymi muzeum krajoznawcze w ratuszu, które ma zająć rada miejska, zostanie przeniesione właśnie do pałacu Potockich. Miejsca dla naszego muzeum już chyba tam nie będzie. Władze planują stworzyć tam centrum muzealne, ale do małej rękawiczki nie można przecież wepchnąć wszystkiego.

Obrazy, które można podziwiać w kolegiacie, zasługują na godne miejsce.
Tutaj musi być inne rozwiązanie. Pałac Potockich niech pozostanie pałacem. Tam, owszem, muszą być kawiarnie, hotel, centrum kultury i sztuki. W Stanisławowie powinien powstać za to oddzielny nowoczesny budynek dla muzeum, w którym można będzie zbliżyć się do historii.

Dzięki Twojej pracy w muzeum sztuki – dawnej kolegiacie udało się przywrócić pamięć temu obiektu.
Myślę, że każdy na moim miejscu, kto chciałby połączyć nowoczesność z tradycją, musiałby to zrobić. Inaczej byłyby to mury nic nam nie mówiące o przeszłości. Gdy wchodzisz, możesz zobaczyć portret fundatora, fotografie przedwojenne, na których widać bogactwo i przepych tego kościoła.

Widać też, że jesteś przywiązany do dziedzictwa polskiej kultury, w kolegiacie oprócz ukraińskiej pokazałeś też polską sztukę, czego wcześniej nie było.
To nawet nie jest moją zasługą. Czas po prostu wymaga nowego podejścia. Poza tym, nie tylko sztuka sakralna była na tych terenach, była również świecka, którą też trzeba było pokazać. Nie można naszej historii zamykać na okresie radzieckim i ukraińskim, historia sięga dalej. Nie wyobrażam sobie, żeby w naszym muzeum nie było dziś sztuki polskiej. Mamy obrazy Albinowskiej, Kossaka, Siemiradzkiego…

Nie zamknąłeś tych obrazów w magazynie jak to często bywa, lecz pokazałeś je publiczności.
Dlatego powtórzę to, co powiedział proboszcz, że jestem dyrektorem kolegiaty, nie muzeum.

Ponadto każdy obiekt podpisany jest w trzech językach.
Jest to zasługa przede wszystkim stowarzyszenia „Młody Stanisławów” i Krzysztofa Pawlaka [z fundacji „Piastun” z Opola – red.]. Ja z kolei mam wielką radość, bo nie znam ani jednego muzeum w Ukrainie, żeby opisy były w języku angielskim, ukraińskim i polskim… Potoccy jednak na niebiosach starają się, żeby ta pamięć o Stanisławowie nie zginęła.

A co sądzisz o inicjatywie poety Jurija Andruchowycza, który zaproponował, by nazwać centrum miasta Stanisławowem, a to wszystko, co go otacza Iwano-Frankiwskiem?
Ta idea jest super. Zmieniono nazwę Stanisławowa, ale to nie znaczy, że miasto umarło, ono żyje w każdej starej uliczce, murach fortecy, symbolach Potockich, w restauracjach, hotelu. Uważam, że zmiana była wielkim błędem z czasów radzieckich. Jeśli już, to nazwałbym Iwano-Frankiwskiem miasto Lwów. On tam pracował i został pochowany na Łyczakowie. Dlaczego Stanisławów? Tego do dziś nie mogę zrozumieć. Prawda historyczna powinna mieć pierwszeństwo poza politycznymi dyskusjami.

Skoro Stanisławów jest Ci tak bliski, to pewnie masz także tutaj miejsca bliskie.
Pierwszego stycznia minie piętnaście lat, od kiedy jestem dyrektorem kolegiaty i to jest chyba właśnie dla mnie takie miejsce święte. Kościół na Górce jest mi bliski, niczym dom, a to miejsce – takim miejscem świętym.

Myślisz, że kiedyś kolegiata będzie obiektem sakralnym?
Uważam, że musi być. Historia miasta jest powiązana od początku z kolegiatą. W latach 70., kiedy chciano wysadzić ją w powietrze, podobnie jak to zrobiono z kirchą niemiecką, inteligencja ukraińska, już Iwano-Frankiwska, sprzeciwiła się i uratowano świątynię. Muzeum powstało dlatego, by uratować kolegiatę.

Rozmawiał Jarosław Krasnodębski

***

Michał Dejnega urodził się w 1951 roku w Jezupolu, miasteczku, które niegdyś należało do rodu Dzieduszyckich. Od młodości związany był ze sztuką, kształcił się w tym kierunku i pracował jako artysta-malarz. Jego prace można obejrzeć w kolekcjach prywatnych i galeriach w Polsce, Ukrainie, Kanadzie, USA, Francji i innych krajach. W latach 2002-2017 pełnił funkcję dyrektora Muzeum Sztuki Przykarpacia, które mieści się w dawnym budynku kolegiaty Potockich. Przez lata wspierał oraz był autorem wielu inicjatyw promujących polską kulturę na Ukrainie. Jest autorem obrazu "Chrystusa Króla" z kościoła pod tym wezwaniem w Stanisławowie. Prezentowany wywiad przeprowadzono jeszcze w pierwszej połowie grudnia 2017 roku.

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.