Jadwiga Zappe. Pożegnanie

-a A+

27 lipca odprowadziliśmy w ostatnią drogę bardzo skromną za życia osobę, ale katedra lwowska pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny była wypełniona po brzegi. Pożegnać się z Jadwigą Zappe – Panią Wisią, swoją nauczycielką religii i życia, przyszły tłumy Jej wychowanków.

Zabrakło tych, którzy wyjechali ze Lwowa. Gdyby nie tegoroczna pandemia, katedra pewnie wszystkich by nie pomieściła. Mszy św. przewodniczył bp Leon Mały w asyście wielu księży z archidiecezji lwowskiej i zakonników. Kazanie wygłosił i egzekwie odprawił ks. Władysław Derunow. List kondolencyjny sekretarza Stanu w Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Adama Kwiatkowskiego odczytał konsul Rafał Kocot.

Ilu osobom w czasach powojennych pomogła nie zatracić siebie i znaleźć Boga? Tego na pewno nikt nie wie. Ona sama też nie wiedziała. „Po tysiącu przestałam już liczyć” – mówiła. To w Jej mieszkaniu odbywały się potajemne lekcje religii, które prowadziła wraz ze starszą siostrą, śp. Ireną Zappe.

„Czy opowiadać to wszystko, cośmy przeżyli? Czy raczej zachować jako wielką tajemnicę, jako wyjątkowy dar, dany nam, któryśmy wtedy tu dla Kościoła przeżywali?” – zastanawiał się niegdyś dr prof. Mosing, o czym wspomniał w kazaniu wygłoszonym na pogrzebie ks. Władysław Derunow, również wychowanek Pani Wisi.

– Pani Wisia to dla nas słowo bardzo ciepłe, bardzo ważne i bardzo głębokie, które ma niepowtarzalny, taki lwowsko-polski sens – mówi Teresa Pakosz, redaktorka Radia Lwów. – Ponieważ wychowała ona tysiące ludzi na Polaków, na katolików i okazywała każdemu wiele serca, zrozumienia we wszelkich sprawach, niekoniecznie tylko w sprawach wiary, nie tylko w sprawach rodzinnych. W różnych sprawach starała się nam podpowiedzieć jakieś rozwiązanie. To stąd jest teatr, to stąd radio, stąd gazeta, właśnie w tym domu się rozgrywało to wszystko. Przychodziliśmy do niej jak do mamy, jak do babci, jak do osoby bardzo bliskiej. Jest to dla nas nieodżałowana strata. Wiedzieliśmy, że to osoba starsza, że umrze, a jednak wraz z jej śmiercią przełamała się cała epoka, która trwała i która się skończyła – podsumowała jej uczennica.

Fot. Andrzej Borysewicz

Historię Jej życia w pięknych słowach opisał podczas kazania ks. Władysław Derunow:

Kiedy w 1948 roku po powrocie z więzienia o. Rafała Kiernickiego zostały jeszcze tu, w katedrze, resztki polskiej inteligencji, było wśród nich wiele starszych pań. To one właśnie podjęły się tej żmudnej ukrytej pracy – po dwóch, po trzech, w różnych miejscach. I Pani Wisia, jak my ją pieszczotliwie nazywaliśmy, nie była jedyną. Była jedną z tych niewiast, które Chrystusowi służyły ze swego mienia. Dzisiaj uosabia ona wiele ważnych dla Lwowa postaci, jak Zofia Rogalina, Zofia i Krystyna Pankówny, jak Janina Zamojska, jak Maria Homme. Każda na swój sposób w nowej, odmiennej sytuacji obowiązek życia, wiary, chrześcijańskie przekonania i swoje podejście do życia przekazały innym. To właśnie one miały odwagę uczyć prawd wiary, narażać się na szykany, bo przepisy prawa cywilnego były takie, że nie pozwalały na żaden kontakt z młodzieżą. Dzięki takim, jak Jadwiga Zappe, dzieci jakoś przedzierały się przez ten kordon i miały możliwość zobaczyć inny świat, innych ludzi, nie takich, o których mówiono w ateistycznej propagandzie. Niebo nie składa się tylko z wyniesionych na ołtarze świętych kanonizowanych przez Kościół.

Przy tym pogrzebie zadajmy pytanie: dlaczego, jaki sens, jaka logika towarzyszyła życiu zmarłej Pani Wisi, że spalała swoje całe życie bezinteresownie? Swoim cichym apostolskim trudem świadczyła o nadziei, o wielkim zaufaniu Opatrzności Bożej, która ją, Jadwigę Zappe, przygotowywała do szczególnego zadania. Myśmy nawet nie nazywali tego katechezą. To był przekaz życiowej wiary. Dobrze rozumiała przekaz Matki Najświętszej Bernadetcie w Fatimie: nie obiecuję ci radości i pociech na tym świecie, ale próby i cierpienie. Obraz Serca Jezusowego z wyciągniętą ręką w jej pokoju przemówił do niej, kiedy rodzice szukali ratunku dla dzieci, które zaczynały kraść, plugawić i prosili, ażeby ktoś ich zasad nauczył. Krzewiąc wiarę w duszach ludzi, nie dzieliła według narodowości. Jedna z dziewczynek Ukrainek, które też uczyła, powiedziała pewnego razu: „Wisia, to do tebe Pan Jezus kazaw – paś moje owce, paś moje baranki!”.

Znajdowała też oparcie w matkach, które otwierały swoje domy dla spotkań, dla możliwości odrabiania lekcji – wspominał ks. Derunow. – Tam też opowiadała o biblijnych historiach, które słuchaliśmy z zapartym tchem. I można było na niej polegać. Podkreślała zawsze, że to nie ona, że to Bóg ją przyprowadził.

W jej domu zatrzymywali się też kapłani – Sługa Boży Serafin Kaszuba czy też inni kapłani, którzy egzaminowali dzieci. Ile ta katedra pamięta! Wiele działo się przy zamkniętych drzwiach, a ludzie przychodzili. Ile zakrystia pamięta cichych ukrytych spowiedzi. Ile tych pań żyło sprawami Kościoła, nie własnymi sprawami. Nikt z nas nie żyje dla siebie. Pani Wisia nie żyła dla siebie. Ona ze swych zarobionych własną pracą pieniędzy kupowała cukierki, żeby sprawić dziecku radość, żeby dziecko w jakiś sposób zachęcić.

– Poznałem Panią Wisię jako małe dziecko, w wieku 10 lat – mówi inny jej wychowanek Władysław Jasieniecki. –Przygotowała mnie do pierwszej spowiedzi i pierwszej komunii. Uczyła religii. A oprócz religii uczyła jeszcze historii Polski, języka polskiego, dlatego że nie chodziłem do polskiej szkoły, chodziłem do rosyjskiej. Uczyła nas zachowania przy stole, podczas posiłków, jak je trzeba podawać, jak trzeba paniom płaszczyk podać, rękę pocałować, być uprzejmym. Królowały w jej domu miłość i dobroć, dom ten był otwarty. I zawsze częstowały herbatką, kanapką, dobrą radą. Jak miałem 16 lat, były aresztowania, były rewizje u nich w mieszkaniu. Przeglądano wszystko, zabrali różne rzeczy – gazetka wychodziła raz w miesiącu, która była o lwowskich dzieciach. To był 1976 rok, ja wtedy skończyłem szkołę. Ale potem Pan Bóg jakoś to wszystko naprawił, ukończyliśmy studia, niektórzy politechnikę, ktoś się ożenił, ktoś wyjechał do Polski, ale jej miłość, jej serce zawsze pozostanie w naszej pamięci. Oddała całą swą wiedzę, całe swoje serce. Zawsze była miła, życzliwa i pomimo drobnej budowy ciała, była śmiała, odważna, nigdy niczego się nie bała. I bardzo nas tego wszystkiego uczyła – nie ukrywa wzruszenia pan Jasieniecki.

Autorka tego tekstu również ma zaszczyt być Jej wychowanką. Nie uczennicą, to nie jest właściwe słowo, by wyrazić to, co Ona wraz z siostrą śp. Ireną dla mnie uczyniła. Istnieją dla mnie tylko wspólnie, zawsze razem. Przemieniły mój świat. Pan Bóg tak prowadził, że to ja je szukałam, nie one mnie. Jestem córką rodziców, którzy w dzieciństwie wraz ze swymi rodzicami doświadczyli represji stalinowskich. W sumie dwa pokolenia zarówno od strony matki, jak i ojca. Po stracie ojców przez rozstrzelanie – nie znałam dziadków, po trzynastoletnim pobyciu na Syberii mojej matki i represjach, które dotknęły mego ojca, Lwów dla moich rodziców, a stąd też dla mnie był nowym miejscem, gdzie zaczęto budować nowe życie. Lecz w nowym miejscu, jak to zwykle w historii jest, zawsze to pierwsze pokolenie jest wyobcowane. I to właśnie Pani Wisia wyprowadziła mnie z tego wyobcowania, pomogła mi odzyskać poczucie tożsamości, przywróciła mi nasze prawie zatarte poczucie polskości, wprowadziła w polskie społeczeństwo Lwowa. Uporządkowała moje życie religijne, ukierunkowała moje dziecięce poszukiwanie Boga, wprowadziła mnie do Kościoła. Takich, jak ja, było u niej bardzo wielu.

Pani Wisia z Chrystusem odniosła zwycięstwo.

„Śmierć to nie tylko odejście. To dojście pielgrzyma do celu swojej podróży. Śmierć – to odpocznienie po biegu, zatroskaniu, krzątaniu się w różnych sprawach. Nagle ukazuje się nam bardzo ważna sprawa, że nikt z nas nie żyje dla siebie, nikt nie umiera dla siebie. Jeżeli żyjemy, jeżeli umieramy – to dla Pana. I w życiu i po śmierci należymy do Niego. Ona należała do Niego przez całe swoje życie”.

Ks. Derunow podsumował pożegnanie z naszą Panią Wisią biblijnym wersetem: „Niewiastę dzielną któż znajdzie? Jej wartość przewyższa perły”.

Jadwiga Zappe (8.04.1926 – 24.07.2020) została pochowana na cmentarzu Janowskim obok matki Józefy i siostry Ireny.

Alina Wozijan

 

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą

 

Projekt „Polska Platforma Medialna Ukraina” realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.