01/08/2020 18:46
autor Leon Orzeł

Pużniki

-a A+

Wieś solecka Pużniki w powiecie buczackim i gminie Zubrzec liczyła w 1931 r. 192 zagrody z 962 mieszkańcami.

Chociaż tereny te były zaludnione od co najmniej czasów Grodów Czerwieńskich, niszczenie kraju przez Tatarów (jeden z ich szlaków – wołoski – był obok) spowodowało ponowne formowanie wiosek zamieszkałych przez przybyszy z Zachodu. Dlatego Pużniki były wioską wyłącznie polską. W 1939 r. mieszkało tu tylko dwie rodziny ukraińskie, tyle że mieszane, i jedna rodzina żydowska.

Miejscowość, w której leżały Pużniki, była falista, grunty – czarnoziem i less, dość żyzne, nie brakowało lasów, klimat łagodny. W dolinkach po sianokosach zbędna woda cichymi strumykami spływała do rzeki Koropiec.

Ze wschodu wieś otaczał las Gniliec, pola potężnego folwarku hrabiów Badenich Zubrzec. Dalej na wschód i północ jechało się ze stacji koleją (około 9 km) przez rozparcelowane grunty księcia Świdrygajły, do miasteczka Barysz i sławnego Buczacza. Drugą ważną komunikacją był gościniec, który łączył Monasterzyska z mostem na Dniestrze. Do gościńca i do stacji kolejowej Korościatyn na tej linii, Chryplin – Husiatyn, szło się lasem, mijając wioski Zalesie i Dębina. Od strony południowej sąsiadowała z Pużnikami wioska solecka Nowosiółka Koropiecka i parcela Wesoła.

Do wzrostu gospodarczego, a także moralno-kulturalnego wsi Pużniki przyczyniła się rewolucja francuska. W jej wyniku zakon misjonarzy Matki Boskiej z La Salette przeniósł się do Polski, a po rozbiorach znalazł się w austriackiej Galicji. Ukorzenili się tu oo. saletyni w drugiej połowie XIX wieku. Nawet wśród zamożnych podolskich wiosek Pużniki wyróżniały się sadami owocowymi, piętrowym Domem parafialnym, budynkiem szkoły powszechnej, szkołą zawodową, centralną ulicą brukowaną kostką bazaltową, a nawet niższym seminarium duchownym.

Pierwszymi organizatorami byli oo. Dante, Gotie, Pickard i Zeller. Probostwem w Pużnikach od 1918 r. opiekował się ks. Karol Chmieliński wypędzony z Rosji. Dzięki niemu powstała tu Kasa Stefczyka, kółko rolnicze, skup mleka, Stowarzyszenie Katolickie, Klub teatralny, Strzelec, orkiestra i chór. Pomocnikiem ks. Chmielewskiego był organista Józef Biernacki. Funkcjonowały też powszechna 7-klasowa szkoła, fabryka tkacka (tkano płótna wzorzyste i użytkowe, również dywany). Dzięki działalności oo. saletynów, a później i ks. Chmielewskiego, rozbudzono wśród młodzieży pużnickiej dążenia i zapał do nauki, kształcenia się, zdobywania nowych zawodów.

Nasze Kresy znają wiele innych przykładów wzrostu dobrobytu miast i wiosek dzięki pracy duchowieństwa rzymskokatolickiego. Miasto Tłumacz zawdzięcza ks. E. Tabaczkowskiemu otwarcie Banku katolickiego, gimnazjum państwowego, szkoły rzemieślniczej, sierocińca, seminarium nauczycielskiego imienia matki J. Piłsudskiego. Ks. J. Bosak w miasteczku Mariampol był inicjatorem budowy nowego rz.-kat. kościoła i nowej cerkwi dla Ukraińców, piętrowej szkoły, wodociągu, cegielni, chodników, mleczarni i Domu Ludowego. W powiecie buczackim mają za co podziękować proboszczom parafii mieszkańcy Osowiec, Bobuliniec i Petlikowiec Starych, i nie tylko oni.

W roku 1926 abp B. Twardowski powierzył prowadzenie parafii pw. św. Józefa na przedmieściu Stanisławowa zwanym potocznie Majzle, zamieszkałym przeważnie przez rodziny pracowników stacji kolejowej, oo. saletynom. W tymże roku pierwszym administratorem nowo powstałej parafii został ks. Szalbetter z tym, że sam kościół zbudowano kosztem wiernych w latach 1911–1924 z przerwą na okres I wojny światowej. W czasach II wojny światowej proboszcz parafii ks. Tadeusz Ptak był zaangażowany w pracę patriotyczną oraz w ratowanie ukrywającej się ludności żydowskiej. Później, pod koniec wojny, czyniąc to według Ustawy Zgromadzenia oo. saletynów, udostępnił kościół rodzinom unickim, nie zważając na przygotowania władzy sowieckiej do zlikwidowania cerkwi greckokatolickiej. Za to ks. Ptak 6 stycznia 1945 został aresztowany i spędził 7 miesięcy w więzieniu. Po czym, za radą abpa Baziaka, wyjechał do środkowej Polski. Ostatni oo. saletyni opuścili Kresy (wtedy już sowiecką Ukrainę) w kwietniu 1946 r.

Rozwój wsi przerwała pierwsza sowiecka okupacja. Od razu ujawniła się i podniosła głowę istniejąca w podziemiu wywiadowczo-dywersyjna bolszewicka sieć, nie wstydząca się też haseł nacjonalistycznych. Jak tylko wojsko sowieckie było już blisko granicy Polski, bolszewickie podziemie zaczęło mordy i rabunki polskich ziemian, nauczycieli, strzelców, policji, aktywistów społecznego życia i nawet polskich chłopów. Rabowano z broni i odzieży żołnierzy WP (obok Brzeżan nawet rozebrano tory kolejowe). W sąsiedniej z Pużnikami wsi Zubrzec 18 lub 19 września tłum ludzi zatrzymał i oddał do rąk czerwonoarmistów auto osobowe z pięcioma polskimi oficerami, których, przy radosnych okrzykach miejscowej ludności, na miejscu rozstrzelano. Takie wypadki były daleko nie pojedyncze.

Nieco później, 10 lutego 1940 r. z Pużnik wywieziono sześć polskich rodzin osadników wojskowych. W ich liczbie znajdowała się rodzina Tadeusza Krzywonia – ojca późniejszej Bohaterki Związku Radzieckiego Anieli Krzywoń. Otrzymanie tak wysokiej nagrody było rzadkością, tym bardziej dla polskiej dziewczyny, ukaranej za nic latami ciężkiej pracy w tajdze krasnojarskiego kraju. Złotą Gwiazdę Bohatera ZSRR za cały czas wojny otrzymało tylko nieco powyżej 10 tys. osób z wielką przewagą mężczyzn. W 1941 r. według Umowy Sikorski-Majski z wywiezionych Polaków zaczęto formowanie pierwszej dywizji piechoty gen. Berlinga. Do poboru trafiały młode (17–25 lat) dziewczyny i bezdzietne mężatki, którymi po trzech miesiącach nauki „zatykano dziury” na froncie. Taka „automatczica” (tj. strzelec z automatycznej broni) okazała się w obwodzie mohylowskim pod wsią Lenino, gdzie pilnowała i broniła sztabu dywizji. Bohaterstwo biednej 18-letniej dziewczyny polegało na tym, że uratowała z pożaru po bombardowaniu sztabu ważne dokumenty, otrzymując poważne poparzenia, przez nie po kilku dniach zmarła w mękach. Wysokie odznaczenie Aniela otrzymała już po śmierci. We wsi Koropiec Bohaterce Związku Radzieckiego wystawiono pomnik (popiersie), przeniesione w latach 90. do wsi Nowosiółka Koropiecka, obecna nazwa „Sadowe”, obok Pużnik.

Do drugiej fali wywózki (w kwietniu 1940 r.) trafiło jeszcze trzy rodziny pużniczan. Każdą wywożoną rodzinę dokładnie rabowano. Zwykle po rabunkach wskazywano jako sprawcę kogoś z Polaków, który dalej pełnił role „ofiary”. Tak też było w Pużnikach.

Okupacja niemiecka zaczęła się spokojnie, od przygotowań różnych stron do walki – zbierano porzuconą broń, formowano i nauczano struktury polskiej samoobrony. Zabójstwa i rabunki przeniosły się na drogi.

Na początku sierpnia 1943 r. obok Pużnik przeszedł Kowpak (dowódca oddziałów partyzanckich Sidor Kowpak – red.) – dwutysięczne sowieckie zgrupowanie partyzanckie. Wykonali oni tzw. „Rajd imienia Stalina” i dotarli do węgierskiej granicy. Na parę dni ukryli się w koropieckim lesie, gdzie stoczyli walkę z prześladującymi ich niemieckimi jednostkami. Partyzanci sowieccy przestrzegali twardej instrukcji – nie konfliktować z ludnością wiejską, natomiast magazyny władz niemieckich zrabowali doszczętnie. Kilka dni po walce Niemcy z policją ukraińską dokonali pacyfikacji górnej części wsi Pużniki, paląc od strony lasu 12 polskich zagród. Kilka dni po niemieckiej pacyfikacji jeszcze 4 gospodarki polskie spalili banderowcy. Do tego czasu w Pużnikach utworzono już miejscową polską samoobronę. Komendantem samoobrony został por. Mieczysław Warunek, oficer WP. Mieszkał on u swego teścia razem z żoną Wandą i trójką dzieci.

Nie spali też Ukraińcy w sąsiednich wsiach: w Zubrzcu nacjonaliści powiesili miejscowego księdza greckokatolickiego Tereszkuna za to, że powstrzymywał ludność od mordowania Polaków. Obok ciała księdza umocowano tabliczkę: „Za zdradę Ukrainy”. Zgodnie z decyzją „sądu” banderowcy wymordowali w budynku gminnym szereg Polaków, nie wyłączając rodzin mieszanych i nawet Ukraińców – według hasła „kto nie z nami, ten przeciw nam”.

Przyszła władza sowiecka. Stało się to w wyniku dwóch natarć Armii Czerwonej w czerwcu 1944 r. A 18 lipca 1944 r. sowieci byli już w Pużnikach. Centrum powiatu tym razem przeniesiono do Koropca, który faktycznie był wsią z 1326 zagrodami z 6430 mieszkańcami (stanem na rok 1931). Polaków w Koropcu mieszkało około 1500 osób, Ukraińców około 4000, 200–300 osób było wyznania mojżeszowego. W pałacu hr. Badeniego umieszczono rajkom partii, rajwykonkom, trochę dalej – siedzibę NKWD z więzieniem, komisariat i inne rejonowe instytucje.

Otóż, do lipca 1944 r. w Koropcu i wsiach koropieckiego klucza uformowano władzę sowiecką mającą za sobą wojsko i NKWD. Polskie podziemie – AK i polska samoobrona – do 26 lipca 1944 r. przestrzegało rozkazu z Londynu o wspieraniu bolszewików. Oparciem mu służyła pozostała po wywózkach na Syberię i wyniszczona przez hitlerowców ludność polska.

Była też trzecia siła. Była to zmobilizowana przez skrajnych nacjonalistów część ukraińskiej młodzieży, która choć słabo wykształcona, wskutek szalonej propagandy i terroru gotowa działać radykalnie.

Jako pierwsi otrzymali niszczący cios Polacy. Stalinowcy, według rozkazów swego wodza, bez żadnego uprzedzenia i motywacji zaczęli areszty dowództwa Armii Krajowej. Porucznik Warunek razem ze swoją łączniczką byli zmuszeni złożyć broń, po czym od razu otrzymali 10 lat ciężkiego więzienia. Placówka AK i polska samoobrona zostały „bez głowy”. Żeby nie pozostać bez broni, Polacy wstępowali do „polskich strybków (skoczków)”. Nie powoływano ich ani do armii Berlinga, ani do Armii Czerwonej, nie karmiono i nie koszarowano, nie wydawano im żadnych legitymacji i nie płacono. Nie mogli korzystać ze swej broni – jedynie nosili tak zwane „mosinki”, czyli karabiny 7,62 mm systemu Mosina, wzoru 1899 r. i z powodu braku rzemieni (jak pamięta autor) na sznurku. Dla polskiej ludności – zwłaszcza staruszków, kobiet i dzieci – byli oni jedyną obroną w czasie długich ciemnych nocy lat powojennych w chatach, rozrzuconych po polach, bez żadnej nadziei na pomoc sąsiadów.

Siłą na Kresach była też rewolucyjna OUN z pod znaku Bandery (oprócz innych nacjonalistycznych jednostek). Dla pużniczan dość było bojówek miejscowych „wodzów”, a tym bardziej partyzanckich formacji rangi „kurenia”, tj. batalionu. Banderowskie „kurenie” i „sotnie” (kompanie) działały pod jedynym dowództwem, zwanym „okręgiem Łysonia numer 3”. Ta siła też nie nosiła mundurów, korzystała chętnie z mundurów niemieckich (na początku), oraz pomocniczej ukraińskiej policji. Później ubrania i broń były sowieckie. Tak że w większości wypadków zidentyfikować sprawcę napadu na polską rodzinę czy zabójcę było niemożliwym. Sprawcy rabunków i zabójstw „na drogach” do dzisiejszego dnia pozostają nieznani.

Czas „ostatecznej decyzji” nastąpił dla pużniczan w nocy z 12 na 13 lutego 1945 r. (tragedia odbyła się już za władzy sowieckiej). Poprzedniego dnia do Pużnik przyjechała wielka grupa enkawudzistów. Na czele jej był mężczyzna, uważany wtedy za „rejonowego prokuratora”. Szukali oni broni, rzekomo schowanej we wsi. Według wielu relacji, żadnej broni nie znaleziono. Na tym wszystko się uspokoiło. Podobno rejonowe „naczalstwo” chciało się przekonać, że broni wieś nie posiada.

Napad banderowców na Pużniki zaczął się parę godzin po rewizji, po północy z różnych kierunków. Niektórzy świadkowie przekonują, że rewizję robiono dla ubezpieczenia nocnego napadu. Schemat napadu był do tego czasu dobrze opracowany: w otoczonej poprzednio wsi podpalają się chaty kryte słomą, do chat wdzierają się bojówkarzy, zabijając mieszkańców i rabując mienie. Dalej na pierwszy plan występują chłopi z sąsiednich wsi, ładując na swoje furmanki (w przypadku Pużnik sanie) dobytek ofiar napadu i uprowadzając trzodę chlewną i rogaciznę. O szczegółach mordów – torturach itp. pozwólcie nie detalizować. Do świtu na miejscu pozostają tylko prosiaki, które nie dały się złapać, i kury. Też – ciała ofiar mordu.

Wieś Pużniki jako osiedle przestała istnieć. Część ludności (Polacy) uciekli przeważnie do Monasterzysk lub Koropca. Absolutna większość domów (drewnianych) spłonęła, pozostały pojedyncze murowane, kryte blachą lub eternitem. Tragicznej nocy 13 lutego w Pużnikach zamordowano 110 Polaków, 10 osób zostało rannych, 6 z nich po kilku dniach zmarło wskutek odniesionych ran. Ustalono nazwiska 79 osób.

Pozostawiona chata polskiego kolonisty w Nowosiówce-Koropieckiej, 2013 r. (fot. Leon Orzeł)

Jakiś czas życie w Pużnikach jeszcze się tliło, nawet funkcjonowało parę klas szkoły. Ludność uzupełniono przybyszami z Polski (Łemkami). Zaczęło się skromne życie gospodarcze. Po powszechnej kolektywizacji (jesienią 1951 r.) sytuacja pogorszyła się, władze rejonowe zdecydowały się na likwidację „nieperspektywicznych” wsi z rekultywacją ziemi. Część pól i ogrodów zaorano, na innej części – posadzono las. Na łąkach wykopano stawy. Przetrwał stary cmentarz, uporządkowany w miarę możliwości przez młodzież z Niemysłowic, Ratowic, Prudnika, Jasienia, Gorzowa Wielkopolskiego i innych miast. Są to potomkowie mieszkających tu przed 1945 rokiem Polaków. W 2019 r. Chorągiew Łódzka Związku Harcerstwa Polskiego uporządkowała cmentarz w Pużnikach. Podczas prac oczyszczono znaczną część starego cmentarza, odkrywając przy tym sporo polskich grobów.

Dzwonnica, kościółek i cmentarz w Nowosiółce Koropieckiej, 2013 r. (fot. Leon Orzeł)

Przetrwała kaplica z figurą NMP z La Salette, murowana z kamienia. Przetrwała brukowana bazaltową kostką centralna ulica wsi. Latem sympatycy i miłośnicy kresów przyjeżdżają do miejsca po Pużnikach, umawiają się z miejscowym duchowieństwem (niekoniecznie rzymskokatolickim) o skromnej mszy pamięci pomordowanych. W tym celu w kaplicy, za figurą NMP przechowywany jest stary stół, wykorzystywany jako ołtarz. Przetrwał pamiątkowy krzyż „na Gnilcu” z inskrypcją o rodzinie Dancewiczów.

Ukształtowanie terenu zmieniło się niewiele. Teren wsi Pużniki teraz faktycznie pokrył las. Wyróżniają się jeszcze wśród młodych grabów stare jabłonie. Ziemia dokoła nich poryta jest przez dziki szukające jabłek, które tam jeszcze można znaleźć i spróbować.

W Iwano-Frankiwsku figurę Matki Boskiej z La Salette (z metalowym krzyżem za paskiem) zniszczono. Dojazd do miejscowości Pużniki trudny, polecamy orientować się na Koropiec lub Barysz-Zubrzec.

Nowosiółka Koropiecka teraz nazywa się „Sadowe”, pomnik Anieli Krzywoń przeniesiono obok budynku Rady wiejskiej (w byłej stajni hr. Badeniego).

Pomnik Anieli Krzywoń we wsi Nowosiółka Koropiecka (teraz Sadowe), 2013 r. (fot. Leon Orzeł)

Niedługo po tragedii 13 lutego ludność Pużnik (Polacy) wyjechała na Ziemi odzyskane. Podróż była trudna, długa i pełna niespodzianek. Pociąg z otwartych wagonów, zwanych lorami, formował się na przystanku Pyszkowce, gdyż tunel za Buczaczem nie działał.

Leon Orzeł
Tekst ukazał się w nr 13 (353), 16–30 lipca 2020