-a A+

Człowiek z pogranicza dwóch kultur

5 listopada 1930 roku strzałem w głowę w hotelu Warszawskim we Lwowie odebrał sobie życie Bohdan Janusz, czterdziestoletni krajoznawca, archeolog, historyk sztuki, muzeolog. Skończył życie śmiercią samobójczą w stanie niezwykłego wyczerpania psychicznego i skrajnej biedy materialnej. Taki był koniec życia człowieka wrażliwego na piękno sztuki, ale też na niesprawiedliwości i przykrości otacząjących go ludzi.

Życie jego było pełne zagadek. Jego samobójcza śmierć wstrząsnęła garstką ludzi znających go blisko, zaś bardzo szybko został zapomniany i dopiero w chwili obecnej jego dorobek naukowy wzbudza zainteresowanie poważnych uczonych w Polsce i na Ukrainie. Chodzi o to, że Bohdan Janusz był krajoznawcą i publicystą jakby rozdwojonym – dla jednych Polakiem, dla innych Ukraińcem pod nazwiskiem Wołodymyr Karpowycz, a nawet Ormianinem pod pseudonimem Astwadzadur Hawhanian. Był ożeniony z lwowską Ormianką. Sztuka ukraińska, historia Ormian lwowskich i ich prastara katedra pasjonowały go niezwykle mocno. Swoje rozprawy naukowe i krajoznawcze publikował w językach polskim i ukraińskim, w młodości też niemieckim, ale nauczył się również ormiańskiego i czytał w oryginale stare rękopisy Ormian lwowskich. Jego mentalność, jego zainteresowania naukowe znajdowały się również na pograniczu tych trzech kultur i jak zauważyła dr Łucja Charewiczowa: „Janusz pochodził z rodziny polskiej, był grekokatolikiem, i choć ciążył ku kulturze polskiej, głos krwi ruskiej był w nim bardzo silny, jakkolwiek tłumiony i do końca jego życia przez Polaków nie zauważony”. Właśnie takie rozdwojenie świadomości było jednym z głównych sekretów Bohdana Janusza i on tę rozdwojoną tożsamość rozwijał i pogłębiał w sobie przez całe życie.

Pierwsze artykuły naukowe Bohdana Janusza zostały opublikowane w języku ukraińskim jeszcze w 1907 roku, kiedy autor był uczniem V klasy gimnazjum. Dotyczyły one archeologii Ziemi Lwowskiej. Zajęty pracą dziennikarską i naukową młody człowiek nie zdał matury i to przekreśliło możliwość dalszych studiów uniwersyteckich. Brak wykształcenia uniwersyteckiego był jego wielką tajemnicą, znaną jedynie wąskiemu kołu znajomych, wśród których były też nieżyczliwe i zazdrosne osoby, „różne nieuki z akademickim wykształceniem”, które stale o tym jemu przypominały i to wytykały. St. Łempicki wspominał tak: „Był to jasny blondyn, o ziemistej cerze, mówiący cicho, ogromnie nieśmiały, jakby zawsze stremowany brakiem „udyplomowania”, …a może tą rozterką narodową, tą dwoistością swego poczucia przynależności duchowej”.

W pracy był pełen entuzjazmu. Przerzucał się często od dziedziny do dziedziny, od tematu do tematu, zależnie od biegu swoich zainteresowań. Ale nie partaczył nigdy, pracował zawsze rzetelnie, skrupulatnie, zagłębiał się w każdy temat, „żył wtedy cały swoim tematem, tylko o nim myślał i rozmawiał”. W wielu dziedzinach był samoukiem, ale prace jego „w zupełności odpowiadały poziomowi wymagań naukowych”, jak i metodologia zbierania materiałów na wykopaliskach, również w archiwach. Koło jego zainteresowań naukowych było dość szerokie, a pióro bardzo płodne i szybkie. W różnych lwowskich (i nie tylko) czasopismach drukował materiały swoich badań z dziedziny archeologii, ludowej architektury drewnianej, historii galicyjskich Ormian i Karaitów, a także o dzwonach kościelnych i muzealnictwie. Bardzo często wchodził w konflikt z uczonymi, którzy uważali ten czy inny temat za „swój” i reagowali ostro na oryginalne publikacje i wnioski Janusza. W twórczym dorobku B. Janusza jest kilkaset cennych naukowych i krajoznawczych artykułów, również kilka prac monograficznych. Wśród nich „Lwów książęcy” (1915), „293 dni rządów rosyjskich we Lwowie” (1915), „Zabytki przedhistoryczne Galicji Wschodniej” (1918), „Przewodnik po Lwowie” (1922), „Mons Pius Ormian lwowskich” (1928), „Lwów dawny i dzisiejszy” (praca zbiorowa pod redakcją B. Janusza, 1928).

W 1923 r. Bohdan Janusz został mianowany państwowym konserwatorem zabytków przedhistorycznych na obszar trzech województw: lwowskiego, stanisławowskiego i tarnopolskiego. Nie zważając na bardzo skromne finansowanie organizował wydanie „Wiadomości konserwatorskich” (1924–1925). W 1926 r. opublikował książkę „Przeszłość i zabytki województwa tarnopolskiego”. Od 1913 r. był związany z działalnością Muzeum Podolskiego w Tarnopolu. Dużo uwagi poświęcił organizacji Muzeum Pokuckiego w Stanisławowie.

W języku ukraińskim pod pseudonimem Wołodymyr Karpowycz drukował artykuły i rozprawy naukowe we lwowskim czasopiśmie „Stara Ukraina”. Kolejną tajemnicą było nie tylko używanie tego pseudonimu i ukraińskie publikacje Bohdana Janusza, ale też plotki, że on nie umiał pisać po ukraińsku, jego zaś artykuły pisane po polsku tłumaczyła redakcja „Starej Ukrainy”. Sekret ten udało się wyjaśnić dopiero teraz, po zbadaniu archiwum wydawnictwa i odnalezieniu w nim oryginalnych rękopisów Janusza pisanych po ukraińsku.

W 1921 r. Bohdan Janusz wystąpił jako inicjator powołania ukraińskiego Kółka Miłośników Lwowa, które zorganizowane zostało w listopadzie tegoż roku pod kierownictwem prof. Iwana Krypiakewycza. W 1926 r. postanowiono wznowić działalność Polskiego Towarzystwa Miłośników Przeszłości Lwowa. Bohdan Janusz wszedł do zarządu tego Towarzystwa i został wybrany sekretarzem. W 1927 r. na II Zjeździe Konserwatorów i Muzeologów Polskich w Warszawie Bohdan Janusz wniósł pytanie o organizację Muzeum Ormiańskiego we Lwowie i Zjazd przyjął odpowiednią uchwałę, zwracając się do abpa J. Teodorowicza z prośbą o „możliwość jak najrychlejszego zrealizowania takiego muzeum”. W 1928 r. Janusz opracował plan powstania Muzeum i określił zakres jego działalności. Jak pisał St. Łempicki: „tkwił w nim zawsze też tęgi literat i beletrysta… Miał styl łatwy, giętki, miły, prawdziwie narracyjny, a polszczyzna jego nie pozbawiona była piękności”. Miał swoje zamiłowania w historii Lwowa pierwszych dziesięcioleci zaboru austriackiego. Zbierał materiały ze starych aktów i pamiętników, chciał opracować cykl powieści i felietonów z tej epoki, pokazać oryginalne lwowskie typy i zapomniane wydarzenia „z ciemnej epoki germanizacji”.

Niestety lata stabilizacji życiowej skończyły się szybko. W 1926 r. został zwolniony ze stanowiska konserwatora, „co było dla niego nader przykrym przeżyciem i zbliżyło ostatnią już w życiu Janusza katastrofę”. Wskutek intryg odebrano mu też kierownictwo Muzeum Pokuckiego w Stanisławowie. Został bez żadnych środków materialnych. Niechętne jemu osoby szerzyły o nim przykre plotki, wypominały jakieś rzekome „przewiny”, „raz zmianę narodowości, to znowu jakieś błędy młodości, to różne wady charakteru. Ryły głucho, potajemnie, z satysfakcją”.

Pogrzeb jego był cichy i ubogi, i mało kto wiedział o nim. Przyszło kilkadziesiąt oddanych przyjaciół, Polaków i Ukraińców. Po jego śmierci Archidiecezjalny Związek Ormian we Lwowie zakupił jego bibliotekę, w której było sporo książek poświęconych tematyce ormiańskiej, jak również rękopis „Bibliografii armenistyki polskiej”. Ale rękopisy o katedrze ormiańskiej we Lwowie i o dziejach armenistyki w Polsce wśród jego papierów nie zostały odnalezione. Wszyscy wiedzieli, że właśnie nad tymi monografiami Janusz bardzo intensywnie pracował przed swoją tragiczną śmiercią. Już wtedy zniknięcie rękopisów było tajemnicą, która nie dawała spokoju jego kolegom. Kto mógł skraść, przywłaszczyć sobie, wykorzystać jego prace naukowe – pozostaje sekretem po dzień dzisiejszy. Kilka lat temu, już w niepodległej Ukrainie, odnaleziono miejsce pochówku Bohdana Janusza i ustawiono skromny pomniczek.

Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 14 (306) 31 lipca – 16 sierpnia 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.