Jak Polacy Charków budowali. Część XLVII

-a A+

Pamięć i kult doktora Władysława Frankowskiego w Charkowie od 1895 roku do czasów obecnych

„Żywo stoi mi dziś przed oczyma ta wyniosła postać w czapeczce, z ręcznikiem na szyi, sunąca powoli do sypialni po skończonej konsultacji. Opuszczone, jakby nabrzmiałe powieki i ceglaste rumieńce na twarzy świadczyły o nadwątleniu sił jego. „Dzisiaj trochę się zmęczyłem” – zwykł był mawiać, lecz po kilkugodzinnym odpoczynku znowu się przeobrażał: tyle energii było w całej postawie, tyle życia w badawczym, a zarazem łagodnym i przemawiającym do duszy wzroku, że nikt by nie dał wiary, iż groźna katastrofa tak bliska. Zmarł w 80 roku życia. Bolesna to dla nas strata, bo takich apostołów miłości chrześcijańskiej rzadko wydaje społeczeństwo. Cześć twej pamięci zacny mężu! Ojczysta ziemia szczyci się takim synem, a pamięć o tobie przechowają długie pokolenia” – pisał we wspomnieniu pośmiertnym Alfred Krajewski w 1895 roku.

Rzeczywiście słowa Alfreda Krajewskiego stały się proroczymi, gdyż pamięć o tym wielkim lekarzu i Polaku z Charkowa drugiej połowy XIX wieku przetrwała do czasów obecnych, nawet mimo przeciwności losu i świadomego zacierania pamięci o nim.

Pisząc w 2017 roku artykuł o charkowskim lekarzu, opublikowany w Kurierze Galicyjskim nr 1(2017), autor nie mógł nawet przypuszczać, że rok następny na gruncie charkowskim stanie się niejako rokiem Władysława Frankowskiego. Pojawiły się o nim nowe publikacje, a na szczególną uwagę zasługuje zorganizowanie 16 maja 2018 roku na Uniwersytecie Transportu Kolejowego w Charkowie okrągłego stołu pt. „Zadbajmy wspólnie o nasze dziedzictwo. XIX-wieczne echo działalności Władysława Frankowskiego”, po czym na frontonie domu Towarzystwa Medycznego w Charkowie zostało odsłonięte epitafium Władysława Frankowskiego, wykonane z inicjatywy charkowskiej Polonii i przy współpracy z charkowskim Konsulatem Generalnym RP. W tym też roku pojawiło się kilka ukrainskojęzycznych opracowań na temat Frankowskiego i, choć nie wniosły nowych informacji do bazy poznawczej, jednak są wartościowe z racji poszerzania grona osób poznających tę niezwykłą postać.

Na szczególną uwagę zasługuje też fakt powstania pod koniec 2018 roku filmu pt. „Władysław Frankowski – lekarz, Polak, filantrop”, dzięki finansowemu wsparciu Konsulatu RP w Charkowie w ramach ogólnego projektu „Ślady polskiej kultury na terenie Charkowszczyzny”.

W tym zatem kontekście można mówić o pamięci o tym szczególnym charkowskim lekarzu, która na przestrzeni lat przerodziła się w swoisty kult, gdyż obecnie nieraz ludzie nawet niewierzący przyzywają wstawiennictwa tego człowieka w najtrudniejszych sytuacjach życiowych i stwierdzają, że ich prośby są wysłuchiwane.

Pamięć o Frankowskim zrodziła się z ogromnej popularności, jaką posiadał jeszcze za życia. O Frankowskim chętnie pisały gazety zarówno na terenie Polski, jak i carskiej Rosji. Był znany w rodzinnym Mozyrzu, Moskwie, Petersburgu, Odessie, jak i w wielu innych miastach. Wszędzie, gdzie bywał, pozostawiał po sobie trwały ślad sympatii i szacunku.

O tej czci jeszcze za życia może świadczyć choćby fakt świętowania jubileuszu 50-lecia działalności profesjonalnej w Charkowie Władysława Frankowskiego, zorganizowanego w Charkowie 23 lutego 1892 roku. Pisały o tym gazety w carskiej Rosji, w Polsce, a nawet we Francji, gdzie w „Wolnym Polskim Słowie” wspomniano, że dr Frankowski wraz z adwokatem Kwiatkowskim i siostrami Sigorskimi byli prawdziwymi polskimi patriotami „wspierającymi polski żywioł w Charkowie”.

Pozwolimy sobie przy tej okazji na przedstawienie obchodów jubileuszu Władysława Frankowskiego na podstawie relacji petersburskiego „Kraju”, którą przytoczymy w szerszej formie, gdyż dobrze charakteryzuje tego wyjątkowego człowieka.

„Postać ziomka naszego, doktora Władysława Frankowskiego, znana miastu całemu, zarówno bogatym, jak i biednym, którym zawsze chętnie śpieszy z pomocą, należy do tych, o których wszyscy tu wiedzą, o których mówią, a co najważniejsze, którą szczerze i głęboko kochają. W r.b. przypadł właśnie półwiekowy jubileusz pracy na polu niesienia ulgi cierpiącej ludzkości tego prawdziwego obywatela. Jubileusz ten, którym głównie zajęło się u nas Towarzystwo lekarskie i zarząd miejski, jawnym był dowodem czci głębokiej dla zacnego jubilata, który wszelkich używał sposobów, ażeby się od owacji uchylić, twierdził bowiem, że mu się wcale nie należą. Rzecz naturalna, że szanownemu lekarzowi wymknąć się nie udało od najzasłużeńszych owacji i życzeń, które koncentrowały się dokoła jego osoby w dniu jubileuszowym. W dniu tym w sali ratuszowej zgromadzili się przedstawiciele i deputacje oraz moc niezliczona publiczności. Zarząd miasta wręczył doktorowi Frankowskiemu dyplom honorowego obywatela, prof. Grube, prezes Tow. Lekarskiego wygłosił mowę”. Dalej przytoczono ilość złożonych gratulacji i przysłanych telegramów z życzeniami. Wreszcie zauważono, że w charkowskiej gazecie „Jużnyj kraj” obok biogramu podano informację następującej treści: „Nigdy w Charkowie żaden z lekarzy nie wywalczył sobie jeszcze takiej popularności i nie zaskarbił takiej sympatii, jak doktor Frankowski”.

Po trzech latach od jubileuszu, dnia 12 kwietnia 1895 roku Charków oraz świat obiegła wiadomość, że w „ustronnym domku przy jednej z krańcowych ulic Charkowa, z dala od gwaru miejskiego „Przyjaciel biednych” odszedł do Boga”. O tym wydarzeniu, obok wszystkich gazet Charkowa, pisały gazety na terenie Polski i Rosji. Obszerne nekrologi zamieściły „Biesiada Literacka”, „Kurjer Warszawski”, „Gazeta Polska”, „Kuryer Codzienny”, „Tygodnik Ilustrowany”, „Gazeta Handlowa”, „Kraj” i wiele innych. Ponadto biogramy doktora Frankowskiego podały „Kalendarz Ilustrowany na rok przestępny 1896” autorstwa Józefa Ungra oraz Petersburski Rzymskokatolicki „Kalendarz na rok przestępny 1896”, który dał mu następującą opinię: „Był to filantrop w najwznioślejszym znaczeniu tego słowa, niosący ulgę i pomoc każdemu, kto jej potrzebował. Nie było nędzy, której by nie ogarnął, nie było chorego, którego czemkolwiek zraził. Łagodny i skromny, umiejący poruszyć struny serca chorego, wyrozumiały dla młodszych”.

O prawdziwej czci i uznaniu świadczył także liczny udział mieszkańców miasta w pogrzebie zasłużonego lekarza. Można się pokusić o stwierdzenie, że był to w Charkowie jeden z najbardziej uroczystych i ludnych pogrzebów w historii tego miasta.

„W kościele katolickim i na cmentarzu znajdowali się wszyscy przedstawiciele wyższych władz cywilnych i wojskowych, uniwersytetu i zarządu miejskiego”. O pogrzebie tak relacjonował „Kraj”: „Dnia 5 kwietnia odbyła się eksportacja zwłok śp. dra Władysława Frankowskiego do kościoła, a stamtąd d. 6 kwietnia na miejsce wiecznego spoczynku. Niezliczone tłumy ludzi otaczały trumnę, niesioną przez lekarzy, studentów wyższych zakładów naukowych i obywateli miasta. Za trumną niesiono sztandar miejski, szła rodzina i najbliżsi znajomi zmarłego. Wóz żałobny, cały pokryty kirem i dekorowany wieńcami żywych i sztucznych kwiatów, postępował w oddaleniu kilkuset kroków. Wieńców z polskimi napisami było trzy; najpiękniejsze pochodziły od rodaków i gminy izraelskiej. Nabożeństwo żałobne odbyło się wobec władz cywilnych i wojskowych, przedstawicieli uniwersytetu, rady miejskiej, ciała lekarskiego, różnych towarzystw i instytucji filantropijnych. Kościół nie mógł pomieścić wszystkie tłumy, więc zalegały ulice od 10 godziny rano. Nie bacząc na kilkuwiorstową przestrzeń oddzielającą cmentarz od kościoła, trumnę doniesiono aż do miejsca. Nad mogiłą wygłoszono kilka mów po polsku i rosyjsku, najwymowniejszym jednak wyrazem żalu po zmarłym był ogólny płacz, jaki powstał w chwili spuszczania trumny do grobu. Żegnaj przyjacielu ludzkości!, Żegnaj dobroczyńco! – wołano naokół.

Nazajutrz prezydent miasta zwołał członków rady miejskiej celem uczczenia pamięci zmarłego. Postanowiono: 1) koszta pogrzebu pokryć z kasy miejskiej; 2) postawić pomnik na grobie; 3) pozostałej wdowie naznaczyć dożywotnią pensję, w ilości rs. 900 rocznie i 4) wespół z Towarzystwem lekarskim poczynić starania o utworzenie stypendiów imienia dra Władysława Frankowskiego”.

O ile pierwszy i trzeci punkt zostały zrealizowane, to inne punkty utknęły w gąszczu biurokracji państwowej, zwłaszcza przyjęty niebawem plan utworzenia w mieście przytułku dla chorych im. Władysława Frankowskiego. Większość środków na powstanie tego ośrodka postanowiono zgromadzić z datków miejscowej ludności. I oto już w 1896 roku jeden z bogatszych mieszczan ofiarował 3000 rubli, a do końca roku suma datków wynosiła już przeszło 14000 rubli. Miasto wydzieliło nawet plac pod budowę szpitala i zobowiązywało się pokrywać połowę kosztów jego utrzymania. Obok środowisk naukowych i miejscowej kolonii polskiej w 1897 roku „w święto Trzech Króli we wszystkich świątyniach prawosławnych były wśród ludu zbierane na ten cel składki”. Organizowano także loterię artystyczną, „na którą zebrano już sporo różnych dzieł sztuki, a do wybitniejszych malarzy polskich i ruskich rozesłano listy, na które nadchodzą pomyślne odpowiedzi”. Profesorowie wielu uniwersytetów nadesłali wówczas listy, w których wyrażali chęć przybycia do Charkowa, „celem wygłoszenia odczytów”, zgromadzone zaś środki przeznaczyć na utworzenie szpitala.

Jeden z tych odczytów miał miejsce już w 1898 roku. Pisano o nim, że „publiczność szczelnie zapełniła obszerną salę, wielu musiało odejść dla braku biletów”. Polscy profesorowie wygłaszali prelekcję na temat „Historycznych powieści Sienkiewicza”, a „miejscowe Towarzystwo lekarskie urządziło wystawę obrazów, przeznaczonych na loterię. Znajdowały się na niej obrazy takich artystów jak Ajwazowskiego, Riepina i innych. Innym razem Towarzystwo lekarskie urządzało dla młodzieży zabawy taneczne, które również cieszyły się ogromnym powodzeniem.

Ostatecznie w roku 1898 uzbierano przeszło 25000 rubli i planowano na wiosnę następnego roku rozpoczęcie budowy szpitala im. Frankowskiego. Obok planowanego placu budowy nowego szpitala istniał w Charkowie dziecięcy szpital im. Władysława Frankowskiego – doktor jeszcze za życia znacznie się przyczynił do jego powstania.

Ostatecznie budownictwo przytułku im. Władysława Frankowskiego przy ul. Staromoskiewskiej rozpoczęto po 1902 roku i niebawem budowę ukończono. Był to szpital na 40 łóżek, jednak – jak podawała Ołena Krawczenko – „już w 1910 roku część budynku (na 30 łóżek) przytułku im. W. A. Frankowskiego została przekazana na rzecz szpitala Towarzystwa opieki nad chorymi dziećmi miasta Charkowa i jego powiatu”. Ostatecznie w 1914 roku w przytułku im. Frankowskiego powstał szpital dla rannych żołnierzy, który był utrzymywany przez zarząd miejski. W ten sposób, mimo iż budynek został wzniesiony, nigdy jednak praktycznie nie funkcjonował zgodnie z zamierzonym celem.

Warto przy tej okazji dodać, że żona Władysława Frankowskiego Aleksandra wraz z synem i córkami jeszcze w 1901 roku odmówili przyjęcia od władz miejskich środków w wysokości 2000 rubli na wykonanie pomnika na grobie, aby tym samym przyśpieszyć budowę przytułku, przekazując tę sumę na rzecz nowej instytucji. Całość budowy pomnika została sfinansowana przez najbliższą rodzinę i przyjaciół Frankowskiego. Pomnik stanął na grobie charkowskiego dobroczyńcy 14 października 1901 roku. Tak o uroczystości jego poświęcenia pisał petersburski „Kraj”: „Poświęcenie odbyło się w obecności licznych wielbicieli i przyjaciół zmarłego. Ks. Wagner miał piękną mowę o bezinteresownej i pełnej poświęcenia działalności zmarłego. Mówca zaznaczył, że najlepszym hołdem dla pamięci nieboszczyka byłoby jak najrychlejsze powołanie do życia drogiej dla niego instytucji: szpitala dla chorych nieuleczalnych, bez różnicy wyznania i narodowości”. Mimo że nie zachował się sam pomnik Władysława Frankowskiego, jednak posiadamy jego szczegółowy opis: „Pomnik z czarnego marmuru z pięknym medalionem, wiernie odtwarzającym szlachetne rysy zmarłego, pod względem estetycznym przedstawia się imponująco”.

Autograf Władysława Frankowskiego

W następnych latach grób Władysława Frankowskiego stał się miejscem spotkań Polaków w najważniejszych chwilach dla Ojczyzny. Gromadzili się tu profesorowie, studenci medycyny, a szczególnie przybyli do Charkowa po 1914 roku polscy wygnańcy, prosząc o rychły powrót do wolnej ojczyzny. Zatem nie dziwi fakt, że pamięć o tym człowieku w okresie komunistycznym starano się wszelkimi sposobami zatrzeć, a grób zniszczono. Poza nielicznymi wzmiankami w publikacjach słownikowych na terenie Polski, Rosji i Ukrainy, nie prowadzono badań w tym zakresie. Dopiero w czasach obecnych ponownie ta postać jest przywracana ogólnej świadomości ludzi.

Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na publikacje naukowe charkowskich badaczy, takich jak O. Krawczenko i I. Robak, którzy tematem działalności Frankowskiego w Charkowie zajmowali się od wielu lat i znacznie przyczynili się do popularyzacji tej wybitnej postaci.

Można zatem żywić nadzieję, że ukażą się dalsze opracowania naukowe i że pamięć i kult Władysława Frankowskiego w Charkowie będą się nadal rozwijać, co sprawi, iż ziemia na wschodzie Ukrainy może w przyszłości mieć swojego błogosławionego lub nawet świętego. Prawdopodobnie powstanie oddzielna komisja dla gromadzenia świadectw o Władysławie Frankowskim, gdyż trwałość pamięci o nim i powszechnej czci od 124 lat, od chwili śmierci lekarza, mimo różnych wydarzeń politycznych, może wybitnie świadczyć o heroiczności jego cnót oraz o wyjątkowości i świętości charkowskiego doktora.

Marian Skowyra
Tekst ukazał się w nr 6 (322) 29 marca – 15 kwietnia 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.