„Dwa powstania. Bitwa o Lwów 1918”

-a A+

W marcu br. pojawiła się w sprzedaży długo oczekiwana książka Damiana Markowskiego „Dwa powstania. Bitwa o Lwów 1918”.

Autor, znany między innymi z „Anatomii Strachu” poświęconej sowietyzacji Lwowa i obwodu lwowskiego po 1944 r., tym razem przygotował obszerną pracę poświęconą wydarzeniom z listopada 1918 r. Choć publikacja adresowana jest do szerokiego kręgu czytelników, to dzięki swej merytorycznej zawartości zadowoli również zawodowych historyków, profesjonalnie zajmujących się historią wojskowości. Książka posiada konstrukcję chronologiczną, w której dzień po dniu opisano przebieg walk, wykorzystując mało znane do tej pory źródła polskie i ukraińskie.

Dużym atutem książki jest nie tylko wnikliwa analiza przebiegu walk, ale także krytyczne oceny postaw i decyzji poszczególnych dowódców i polityków. Podkreślenia wymaga fakt, iż autor nie ucieka od trudnych tematów, takich jak postępująca z obu stron brutalizacja konfliktu, czy też rozwój pospolitej przestępczości w ogarniętym walkami mieście. Markowski sporo miejsca poświęca również pogromowi ludności żydowskiej, do którego doszło po opanowaniu Lwowa przez wojska polskie. Dużym plusem jest jasność wykładu i bezpośrednio widoczna w tekście dobra znajomość Lwowa, zarówno tego historycznego, jak i współczesnego. Cennym dodatkiem do opisu walk jest końcowy rozdział poświęcony dziejom tworzenia mitów walk o Lwów – polskiego i ukraińskiego. Ważną częścią publikacji jest także kończący książkę opis współczesnego konfliktu pamięci wokół Cmentarza Orląt Lwowskich.

Z mankamentów na pewno należy wymienić stosunkowo wysoką cenę oraz wyjątkowo irytującą konstrukcję przypisów, które nie dość iż znajdują się na końcu książki, to dodatkowo są podzielone na poszczególne rozdziały, co wprowadza niepotrzebny zamęt i znacząco utrudnia znalezienie właściwego odnośnika. Nie mniej jednak wada ta nie wpływa na sam proces odbioru tekstu, zwłaszcza iż książka napisana jest językiem prostym i nie nużącym.

Książka Damiana Markowskiego z całą pewnością jest godna polecenia, zwłaszcza iż na tle dotychczasowych publikacji wyróżnia się obiektywizmem i obfitym wykorzystaniem pomijanych do tej pory w polskiej historiografii źródeł ukraińskich.

Wywiad z autorem

Szanowny Panie Doktorze, Dlaczego taki tytuł? Czy w 1918 r. rzeczywiście doszło do dwóch powstań, bo w polskiej świadomości historycznej pokutuje mit, iż Ukraińcy po prostu dostali Lwów od Austriaków?
Termin „powstanie” najlepiej oddaje chwile wybuchu walk w dniu 1 listopada 1918 roku – zarówno ukraińskie wystąpienie, skierowane początkowo przeciwko upadającej administracji austro-węgierskiej (choć w istocie mające na celu ubiec Polaków w przechwyceniu Lwowa), jak i polska reakcja na opanowanie miasta przez oddziały ukraińskie miały charakter zbrojnych powstań. Dwa powstania, które wstrząsnęły miastem, stanowiły niezwykłą cezurę w dotychczasowej historii współżycia obu narodów, a wybuch zaciekłych walk o to, w jakim państwie znajdzie się Lwów, otworzył nowy, dwudziestowieczny etap brutalizacji stosunków polsko-ukraińskich. Trzeba przy tym zaznaczyć, że nie było osławionej „tajnej umowy” Ukraińców z Austriakami. Oddziały austriackie zostały po prostu zaskoczone obrotem wydarzeń i sprawnie rozbrojone przez formującą się z inicjatywy tajnego Ukraińskiego Komitetu Wojskowego armię zachodnioukraińską, która zresztą obeszła się z nimi bardzo łagodnie, a niektórzy austriaccy oficerowie zdecydowali się wstąpić na jej służbę. Nie można jednak mówić o spisku.

Który moment walk ocenia Pan jako przełomowy?
Takich momentów było co najmniej kilka. Pierwszym była bohaterska i skuteczna obrona Szkoły Sienkiewicza i Domu Techników w dniach 1 i 2 listopada przez garstkę uzbrojonych żołnierzy polskich organizacji niepodległościowych i ochotników. To właśnie w oparciu o te dwa gniazda oporu zapłonął wkrótce ogień polskiego sprzeciwu, który objął zachodnią, południową i północną część miasta. Dzięki pierwszym skutecznym walkom polscy lwowianie zobaczyli, że armii ukraińskiej można się przeciwstawić, że siła ducha nie ulega sile pięści. Drugim niezwykle ważnym momentem w bitwie było zdobycie, a następnie utrzymanie przez Polaków Dworca Głównego, na który kilkanaście dni później przybyła odsiecz z Przemyśla. Rzecz jasna, w kolejnych dniach takich wydarzeń o niezwykłej wadze było jeszcze kilka: wśród nich m.in. brawurowe zdobycie olbrzymich składów broni i amunicji w Skniłowie, zwycięski bój oddziałów kpt. Boruty-Spiechowicza z ukraińskimi posiłkami z prowincji na polach Kulparkowa, gdzie trzykrotnie mniej liczne siły polskie rozbiły przeważającego przeciwnika. Wielkie znaczenie dla utrzymania ducha obrony miała również desperacka obrona przez „Orlęta” gmachu Szkoły Kadeckiej. To właśnie w ogniu obrońców tej placówki wykruszyły się najlepsze ukraińskie oddziały w kilkakrotnych szturmach, załamanych przy krwawych stratach atakujących.

Jak ocenia Pan współczesną ukraińską historiografię dotyczącą tej tematyki?
Bez wątpienia podstawą poważnej ukraińskiej historiografii w tej sprawie była jeszcze przedwojenna praca uczestnika walk o Lwów, Ołeksy Kuźmy. Z historiografii najnowszej, reprezentującej niepodległą Ukrainę, na szczególną uwagę zasługują prace prof. Mykoły Łytwyna oraz Ołeksandra Dedyka. Ta ostatnia ukazała się jesienią zeszłego roku, z kolei książka prof. Łytwyna stanowi w mojej ocenie najpełniejszy obraz natury wojskowo-politycznej zmagań o Lwów widzianych oczyma strony ukraińskiej, a przy tym - obraz nakreślony bez utraty obiektywizmu.

Walki o Lwów były zaledwie początkiem wojny z ZURL. Czy możemy liczyć na kolejną książkę, która opisze dalszy przebieg działań wojennych?
Wyjątkowość mojej najnowszej książki tkwi w tym, iż opisuje ona szczegółowo dwadzieścia trzy dni z życia miasta ogarniętego walką kilku narodowości, które – można by rzec „jeszcze wczoraj” – żyły ze sobą we względnej zgodzie. Odtworzenie takiego projektu i przeniesienie go na grunt długotrwałej wojny polsko-ukraińskiej, toczącej się na znacznym przecież obszarze od Wołynia po Karpaty, nie byłoby uzasadnione pod względem objętościowym książki, jak i z uwagi na mnogość wydarzeń i postaci niezbędnych do opisania. Nie można także zapominać o przekrojowych, nieustannie aktualnych książkach profesora Michała Klimeckiego, poświęconych temu tematowi, czy także Rafała Galuby. Chociaż z pewnością na przykład opisanie Lwowa doby oblężenia z przełomu lat 1918 i 1919, walk na dalekich przedpolach, ostrzału artylerii, warunków życia w mieście i nastrojów w nim panujących byłoby ciekawym zagadnieniem i możliwym do opisania w formule „Dwóch Powstań”. Czas pokaże, czy uda się urzeczywistnić ten projekt.

Adam Kaczyński
Tekst ukazał się w nr 7 (323) 15-26 kwietnia 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.