aktualności

„Drohobycz Cmentarz” Lwa Skopa

17/07/2019 12:47

W poniedziałek, 15 lipca br. drohobyczanie i goście Drohobycza mieli możliwość wziąć udział w prezentacji książki z fotografiami i liryką słynnego drohobycko-lwowskiego artysty Lwa Skopa – „Drohobycz Cmentarz”.

Granice etniczne, granice kulturowe

16/07/2019 18:01

Prof. Lech Mróz z Uniwersytetu Warszawskiego oraz dr hab. Roman Czmełyk z Lwowskiego Muzeum Historycznego wspólnie wygłosili wykład zatytułowany "Granice etniczne, granice kulturowe. Spór co jest czyje".

Ach, co to był za ślub!

16/07/2019 17:22

6 lipca we lwowskiej bazylice metropolitalnej odbył się ślub Joanny Janczyckiej i Jana Sabadasza. Stało się już bowiem piękną tradycją, że wielu lwowiaków z młodego pokolenia, mimo iż na stałe osiedlili się w Polsce, chcą w ten sposób wrócić w swoje rodzinne strony, podkreślając skąd ich ród.

30 lat kierowania nauczycieli na Wschód przez Ośrodek Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą

16/07/2019 17:18

Trzydzieści lat minęło, jak jeden dzień – chciałoby się zaśpiewać w takt popularnej piosenki, ale nie jest to żaden truizm, a kryje się za nim intensywny okres pracy ORPEG i nauczycieli kierowanych na pięć kontynentów do wielu krajów do pracy z Polonią i Polakami, szereg drobnych codziennych radości i zmagań z urzędnikami i wymaganiami w krajach docelowych.

Pamięć. Pojednanie. Prawda

15/07/2019 13:22

Obchody 76 rocznicy Rzezi Wołyńskiej na Ukrainie.

Warszawa – uroczystości ku czci ofiar rzezi wołyńskiej

13/07/2019 13:36

W Warszawie uczczone zostaną ofiary rzezi wołyńskiej. W Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa, dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej, prezydent Andrzej Duda złożył wieńce przed pomnikiem Rzezi Wołyńskiej w Warszawie.

Pogoń Lwów Amatorska wygrała z Orłem Bydgoszcz

11/07/2019 16:13

W towarzyskim meczu sekcja sportowo-rekreacyjna Pogoni Lwów pokonała Orła Bydgoszcz 5:2. Po meczu piłkarze i kibice dzielili się wrażeniami przy wspólnym grillowaniu.

Ruszyła Piesza Pielgrzymka Pokoju i Pojednania do Bołszowiec

10/07/2019 15:28

Pieszą Pielgrzymkę Pokoju i Pojednania do sanktuarium Matki Bożej w Bołszowcach co roku organizują franciszkanie konwentualni.

Gośćmi Miesiąca Spotkań Literackich we Lwowie będą również Polacy

10/07/2019 05:53

Rozpoczął się maraton literatury Europy Środkowo-Wschodniej. Gościem specjalnym Miesiąca Spotkań Literackich jest Rumunia. Wśród pisarzy z Ukrainy, Czech, Słowacji, Rumuni i Mołdawii będzie reprezentowana również Polska.

Jerzy Giedroyć i Bohdan Osadczuk – współpraca dwóch intelektualistów

09/07/2019 17:13

88. Spotkanie Ossolińskie poświęcone było wybitnym postaciom w powojennych stosunkach polsko-ukraińskich – redaktorowi paryskiej „Kultury” Jerzemu Giedroyciowi i profesorowi Uniwersytetu Berlińskiego Bohdanowi Osadczukowi.

publicystyka

Spadek i wizja

15/07/2019 13:35

450 lat temu powstało jedno z najpotężniejszych państw ówczesnej Europy – Rzeczpospolita Obojga Narodów. Zawarta 1 lipca 1569 roku w Lublinie unia Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego stanowiła o utworzeniu federacji złożonej z dwóch równoprawnych członów.

Czy wśród pustelników w Puszczy byli Polacy?

13/07/2019 03:39

Kapliczka w pieczarze Puszczy Pustelnika, położonej koło nadzbruczańskiej wioski Kręciłów w rejonie husiatyńskim całkowicie słusznie może nosić miano najstarszego czynnego obiektu sakralnego na Ukrainie. Jest to w części wyryta ręcznie pieczara u podnóża malowniczego pasma wzgórz z górującą nad nim górą Dzwonigrodzką.

Gdańsk w Koronach ormiańskich i stanisławowskich

10/07/2019 04:41

Wochczujn kez Mariam!

Jak Polacy Charków budowali. Część LII

09/07/2019 04:24

Polscy architekci, urodzeni lub pośrednio związani z Charkowem

„Polacy we Lwowie 1944–1959”

08/07/2019 08:20

W dniu 3 czerwca 2019 na Uniwersytecie Rzeszowskim odbyła się publiczna obrona rozprawy doktorskiej Piotra Olechowskiego „Polacy we Lwowie 1944–1959”.

Spisek porucznika Deblessema. Część 3

08/07/2019 08:13

Wszelkie wspomnienia są rzeczą subiektywną. Ich autorzy starają się przypisać sobie jak najwięcej osiągnięć i przerzucić na innych swe porażki. Aby uzyskać realny kształt wydarzeń należy porównać kilka wspomnień. Wydarzenia 25 maja 1919 roku przedstawiają polscy, ukraińscy i niemieccy ich uczestnicy. Zaczniemy od Deblessema.

Lato, wczasy, słońce…

04/07/2019 10:02

Ponieważ mamy okres letni, upalną pogodę, wakacje – więc pora na coś lekkiego. Oto co pisała prasa lwowska w czerwcu 1929 roku.

Prace konserwatorskie w świątyniach lwowskich. Sezon 2019

01/07/2019 04:37

W sezonie 2019 roku polsko-ukraińska grupa konserwatorów kontynuuje w szerokim zakresie prace rozpoczęte w ubiegłych latach. Dotyczy to prac w katedrze Łacińskiej, w katedrze Ormiańskiej, w kościele pw. św. Antoniego na Łyczakowie i w kościele pojezuickim pw. św. Piotra i Pawła – obecnie greckokatolickiej cerkwi garnizonowej.

Julian Oktawian Zachariewicz. Część III

29/06/2019 09:21

Julian Oktawian Zachariewicz – zapomniany ojciec polskiej architektury

Wypadki w dawnym Lwowie

28/06/2019 06:13

Lwowska prasa z początków minionego stulecia dostarcza nam wielu niezwykle ciekawych informacji dotyczących spraw życia codziennego.

Dyskomfort logicznego myślenia

27/06/2019 19:50

Od dłuższego już czasu zanudzam czytelników Kuriera Galicyjskiego tekstami o przeróżnych mechanizmach rządzących dyskusjami, o logice, o błędach, o manipulacjach wszelakich.

Dowbusz. Historia mściciela ludowego. Część 3

-a A+

Stopniowo z drobnego złodziejaszka Dowbusz przemienił się w najbardziej niebezpiecznego przestępcę Pokucia. Stał się realnym zagrożeniem dla okolicznej szlachty, która musiała się bronić.

Sentymentalny watażka
Do walki z opryszkami utworzono oddział milicji górskiej – smolaków, wprowadzając na ich utrzymanie specjalny podatek. Liczebność oddziału wahała się od 100 do 150 osób, co kilkakrotnie przewyższało siły Dowbusza. Dowodził milicją rotmistrz Przełuski, który z czasem został pułkownikiem. Akademik Hrabowecki pisze, że do swego oddziału werbował „mieszkańców górskich wiosek, którzy dobrze znali okolice i słyszeli o lokalizacji opryszków. Była to drobna szlachta, zamożni chłopi, służba dworska i… opryszkowie, którzy uciekali z oddziałów i wynajmowali się za dobrą płacę”. Smolacy mieli specjalną odzież i obuwie przystosowane do poruszania się w warunkach górskich.

Przełuski długo uganiał za rozbójnikami. Pewnej nocy rozgromił bandę na górze Stoh, ale wówczas Dowbuszowi udało się zbiec. Dość często „leśni chłopcy” przekraczali granicę i ukrywali się na sąsiednich Węgrzech czy w Mołdawii, gdzie smolacy nie mogli ich prześladować.

W tej walce miało miejsce wydarzenie, które trudno jest zrozumieć za pierwszym razem. W 1742 roku oddział smolaków posuwał się po bukowieckiej połoninie. Dowbusz w porę go zauważył i uczynił zasadzkę. Opryszkowie zajęli pozycje na skraju lasu i każdy wziął na cel pojedynczego żołnierza. Ale rozkazu „Ognia!” nie było. Jak zeznawał pojmany Wasyl Palijczuk – „Dowbusz powiedział, żeby ich nie zabijać, bo mają żony i dzieci”. W końcu smolacy szczęśliwie przeszli, nawet nie podejrzewając, że byli o włos od śmierci.

I tu rodzi się pytanie: a niby skąd Ołeksa raptem miałby się zdobyć na taki sentyment? On, który bez żadnych wyrzutów sumienia siekł bezbronnych Żydów i ich żony, nagle oszczędził groźnych żołnierzy, wspomniawszy na ich żony i dzieci? Coś tu nie gra!

Najprawdopodobniej Dowbusz zwyczajnie stchórzył. Przecież teraz nie miał przed sobą kupców czy szynkarzy, lecz zahartowanych w boju żołnierzy. Może pierwsza salwa zabrałaby życie kilku żołnierzy, ale nie wiadomo jak potoczyła by się walka dalej. Widocznie Ołeksa nie był do końca pewien swoich ludzi, którzy zaczynali natychmiast uciekać, gdy coś poszło nie tak. Dlatego też, zapewne, przepuścił smolaków wymyślając na poczekaniu bajkę o ich rodzinach.

Hucuł bez głowy
W najbardziej okrutny jednak sposób Dowbusz rozprawił się nie z polskim szlachcicem czy żydowskim dzierżawcą, ale ze swoim rodakiem i współwyznawcą, Ukraińcem Diduszką. Był on zamożnym gospodarzem i pełnił urząd starosty w Długopolu nad Białym Czeremoszem. Pewnego razu Dowbusz przez swoich ludzi poprosił go o dostarczenie sera. Diduszko dumnie odmówił, a na dodatek obiecał czapkę złota temu, kto schwyta Dowbusza.

Ołeksa obraził się nie na żarty. Niebawem zawitał do niesfornego gazdy. Opryszkowie pobili jego sługi, a syna Diduszki, Iwana, tak mocno zdzielili toporkiem po głowie, że ten dopiero po godzinie odzyskał przytomność. Gospodarstwo było rozległe i właściciela długo szukano. Słudzy milczeli i nie pomagało nawet bicie. Diduszko miał wśród mieszkańców wsi opinię dobrego człowieka, który szczodrze płacił, więc nikt go nie chciał zdradzać. Wówczas ludowi mściciele zbili służącą, która zdradziła, że Diduszko przebywa na połoninie, gdzie strzygą owce. Przywleczono go do chaty, gdzie czekał Dowbusz. Najmita Semen Wołoszczuk tak wspomina ich ostatnia rozmowę: „Czy jesteś tu, panie Didu? Przysłałem ci nożyka, abyś dał mi kawał sera. A tyś powiedział, że moją głowę dasz do Stanisława!”. Uderzył Diduszkę toporkiem w pierś i mówi: „Poznajesz ty mnie, Ołeksę? Masz, rąb moją głowę! Tyś spędzał wioski, żeby mnie łowili i obiecałeś panom czapkę czerwonych, żeby mnie pojmali”. Uderzył po raz drugi tak, że Diduszko upadł i skonał”.

Ale watażce opryszków wydało się to zbyt mało, więc odciął głowę Diduszki i zabrał ze sobą, chatę zaś z jego ciałem podpalił. Do czego Dowbuszowi była potrzebna głowa starosty, na razie nie wiadomo.

Czasami mściciel ludowy torturował swe ofiary, zanim je zamordował. W 1744 roku napadł na majątek pułkownika Zołotnickiego. Historyk Antin Petruszewycz w „Ogólnej halicko-ruskiej kronice od 1700 do końca sierpnia 1772 roku” pisze, że Dowbusz podpalał pułkownikowi ręce, żar z ogniska sypał mu w zanadrze, po czym okrutnie zabił samego pułkownika, jego żonę Zofię i syna…”.

Wkrótce po tym Dowbusz raz jeszcze odetnie głowę swej ofierze. Niedługo przed własną śmiercią, w kwietniu 1745 roku, napadł na swoją wioskę Peczeniżyn. Skutki tego napadu szlachcic Skarbek opisuje następująco: „Tamtejszego gubernatora, pana Ruszycę, okrutnie zamordował, uciąwszy mu głowę na progu, żonę zaś okaleczywszy, odszedł…”.

Bohorodczańska ofensywa
Największym sukcesem Dowbusza było zdobycie bohorodczańskiego zamku. Była to niewielka drewniana forteca, należąca do magnatów Kossakowskich. Między innymi, małżonka pana Stanisława – Katarzyna Kossakowska z Potockich – zostanie później właścicielką Stanisławowa. Oprócz rezydencji magnackiej zamek pełnił też funkcję depozytorium – drobna szlachta przechowywała tam osobiste kosztowności, nie ryzykując trzymania ich w domu bez należnej ochrony.

Szturm odbył się pewną sierpniową nocą 1744 roku. Akademik Hrabowecki opisuje zdobycie zamku w ten sposób: „Podczas napadu na Bohorodczany zabito dwóch szlacheckich żołnierzy, a trzeciego Dowbusz zastrzelił na dzwonnicy, gdy ten chciał dzwonić na alarm. Jak widać, szlacheckiego zamku bronili nie chłopi, lecz żołnierze”.

Ciekawe, że akt oględzin splądrowanego bohorodczańskiego zamku z dnia 25 sierpnia 1744 roku, na którym oparł się akademik, opisuje te wydarzenia nieco inaczej: „Czterech ludzi, z nich dwóch żołnierzy, uderzono toporkami po głowie, plecach i szyi, zasieczono na śmierć. Stróża, który bił na alarm, zastrzelono na dzwonnicy. Szewca postrzelono w pierś, Żyda toporkiem na przedmieściu porąbano. Klucznika zamkowego cięto w głowę kilka razy siekierami i w plecy i brutalnie zbito. Sługę miejskiego siekierami po rękach i plecach pocięto”.

Mamy tu wyraźną podmianę faktów. Dostało się wszystkim – i żołnierzom, i mieszczanom, i nawet Żydowi. Dalej akademik opowiada o prawdziwym celu napadu – o księgach ekonomów, przechowywanych na bohorodczańskim zamku. „Dlatego Dowbusz ze swymi opryszkami świadomie zniszczył te ważne dla szlachty papiery, w których, bez wątpienia, znajdowały się rejestry feudalnych powinności i podatków, umowy dzierżawy i inne dokumenty”. Wniosek pana Hraboweckiego jest po prostu powalający: „Jak widzimy, Ołeksa Dowbusz poszedł na Bohorodczany nie dla łupów, pieniędzy czy skarbów, lecz by zniszczyć kosztowne mienie, nabyte za zrabowane od chłopów pieniądze”.

We wspomnianym już akcie oględzin wymieniono dokładnie, że wiele rzeczy opryszkowie zabrali. Kilka papierów rzeczywiście spalono, ale (!) „z czarnego sejfu papiery i księgi umów rozrzucono, stolik z papierami różnymi porąbano, papiery porozrzucano”. Dlaczego Dowbusz nie zniszczył, tylko porozrzucał papiery? Może dlatego, że nie umiał czytać i nie miał pojęcia co to jest. Zemścił się jednak na szlachcie w inny sposób – porąbał 24 stoliki, potłukł całą chińską porcelanę i szkło, od kontusza komendanta zamku, pana Romanowskiego, oderwał srebrne guziki, podeptał suknie i woskiem je oblał, spalił kilimy i rozbił na drobne kawałki trzy wielkie zwierciadła. Możliwe, że narobił też po środku skarbca na znak pogardy do możnowładców.

Manifest, którego nikt nie widział
We lwowskich archiwach Wołodymyr Hrabowecki odnalazł kopertę, która nadmienia o manifeście Dowbusza przeciwko panom. Dało to akademikowi podstawę do przypuszczeń, że watażka opryszków rozwinął na Przykarpaciu aktywną działalność epistolarną. I chociaż Ołeksa pisać nie umiał, w jego oddziale był specjalnie wyuczony opryszek Mychajło Malarczuk, który odezwy rozsyłał.

Co było w tych świstkach? Może żądania zakończenia eksploatacji chłopów, anulowania długów, likwidacji pańszczyzny i nadania chłopom wolności? Nie, były tam jedynie pogróżki i żądanie pieniędzy. Pod koniec 1744 roku Dowbusz wywiesił przed bramą pana Kalinowskiego w Turce pismo o takiej treści: „Żeby wspomógł mnie jakimś groszem jako błąkającego się z moimi kolegami, żeby twoi dzierżawcy z miasta Turki przywieźli mi na taką górę i tego dnia. Bo jeżeli nie uczynisz tej łaski, to będzie ci jako panu Złotnickiemu”. Kalinowski pieniędzy nie dał, natomiast dla ochrony majątku przywołał 30 smolaków.

Takie „manifesty” szlachta otrzymywała dość często. Historyk Wincenty Pol w książce „Obrazy z życia i przyrody” opowiadał, że „…opryszkowie nie raz zapowiadali swe przybycie, przekazując przez posłańca kartę, w której wskazywali wykup. Taka karta na czterech rogach była opalona na znak, że dwór, wioskę czy miasto spalą, jeżeli nie otrzymają okupu”. Zgódźmy się, że przypomina to zwykły bandytyzm, a nie walkę o wyzwolenie chłopów.

Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 6 (322) 29 marca – 15 kwietnia 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.