Wielkanoc AD 1935

-a A+

Na dzień 21 kwietnia święta Wielkiej Nocy w XX wieku przypadały trzykrotnie: w latach 1935, 1946 i 1957. Przeglądnijmy gazety lwowskie, by dowiedzieć się, co o tym pisały w 1935 roku.

Gazeta Lwowska w artykule poświęconym Wielkiej Nocy określiła te święta jako Święta odnowy.

Ten okres roku, na który przypadają Święta Wielkiej Nocy, byt od wieków, prawieków, wszędzie, na świecie niemal całym, ze szczególną święcony uroczystością. Wszak jest to czas, kiedy młoda, żywa wiosna łamie się zwycięsko z martwą, groźną zimą. Czas, w którym świat rozbrzmiewać poczyna nowem życiem a pieśń triumfu, przebudzenia zdaje się dyszeć i huczeć w całej przyrodzie.

Na taki to zwrotny punkt przypadają święta Wielkiej Nocy, święta nadzieji, święta otuchy; radości i uniesienia; święta, w których Boska Chwała stąpa żywa i widoma po ziemi. Weselą się Iudzkie dusze, choćby bardzo zgnębione życiową troską; choćby bardzo cierpiące i ciężko znękane. W tych dwóch dniach zdaje się słońce jaśniej sypać swe promienie nawet do małej piwnicznej izby; dobrotliwie pieścić szarą twarz ciężko chorego; łagodniej obejmować zbolałego na duszy. Wszelkie zło, wszelka myśl niedobra zdaje się pierzchać hen daleko. W ich miejsce coś dobrego, coś lepszego, niż codziennie, oplata ludzkie myśli i uczucia.

Dla Polski jest tegoroczna Wielka Noc świętem prawdziwej odnowy. Spotęgowała się potrzeba współpracy obywatela z obywatelem, potęgowało się poczucie własnej godności obywatelskiej w Państwie, coraz bardziej krzepnącem w siły na zewnątrz i na wewnątrz. Kiedy więc tego roku padną między ludźmi życzenia „Wesołych Świąt”, łączyć się będzie z niemi szczerą nadzieją, że jednak tym razem przyjdą czasy dobre, czasy lepsze dla całości, dla ogółu, a więc w dalszych swych skutkach także i dla każdego z osobna.

Zagrają dzwony, zabrzmią tętnem spiżowych serc, zaniosą się triumfalnym hymnem potęgi i kręgami dźwięków lotnych, a uroczystych opaszą cale ziemskie kolisko.

Niech się raduje wszelkie stworzenie — bo oto z wiosną i kwiatami rozkwitającemi Pan własną, mocą wstał ze skalistego grobu i słupem żywiącego, twórczego światła wytrysnął z tajemnic śmiertelnej nocy, z bezdennej przepaści śmierci!

Niech się radują dzieci, młodzieńcy i starcy, niechaj śpiewają ALLELUJA, bo skruszone, zostało żądło śmierci i panowanie jej złamane, bo ŚWIATŁO zwyciężyło ciemność, bo byt wiekuisty zamknięty w niezmierzonem kole przemian i kształtów jest jedyną prawdą i treścią żywota!

Weszliśmy w nowe jutro. Przeżywa Polska Święta Odnowy. Więc niechże Jej będą wesołemi Święta!

Chrystus Pan, Zbawiciel świata, zmartwychwstan jest!..

To był chyba jedyny periodyk, który opublikował tzw. „artykuł redakcyjny”. Inne gazety, jak Wiek Nowy, wiele miejsca poświęciły na przypomnienie tradycji wielkanocnych w Polsce i na świecie…

Zwyczaje wielkanocne na całym świecie
Niema może takiego drugiego święta, z którem łączyłaby się taka rozmaitość zwyczajów i obyczajów, jak z świętami Wielkanocnemi. Prawie wszędzie na świecie święta te są świętem radości, a tu i ówdzie mają w sobie nawet „przyprawę” karnawałową.

Zwyczaje, związane ze świętami Wielkanocnemi, mają podwójną genezę: religijną – i stąd pamiątka Zmartwychwstania Chrystusa przybiera formy głębokiej mistyki i ludową, która częściowo datuje się jeszcze z pogańskich tradycyj świąt wiosny. Ta to właśnie dwojakość tłumaczy wielką różnorodność i barwność uroczystości, związanych na całym świecie z świętami wielkanocnemi.

Jaja wielkanocne w trawie w Anglji
Jajo wielkanocne jest we wszystkich niemal krajach symbolem świąt Wielkanocy. Przygotowywanie, ukrywanie, a potem szukanie pisanek wielkanocnych, jest z dawien dawna wielką radością dla młodych i starych w Anglji. Szczególnie na trawnikach angielskich, które w owym czasie zaczynają się zielenić, ceremonia ta daje wszystkim okazję do wielkiej uciechy. Niema w całej Anglji takiego zamku, takiego małego osiedla, w którym by nie ukryto setek barwnych pisanek wśród zieleniejącej się darni. Książęta i lordowie pospołu ze swoją służbą biorą udział w radosnem wydobywaniu tych jaskrawych pisanek, ukrytych w trawie.

W małych miasteczkach angielskich na wszystkich ulicach i na wszystkich placach urządza się oryginalną zabawę. Po specjalnie w tym celu przygotowanych deskach toczą się setki barwnych pisanek, a wielka uciecha wybucha wtedy, gdy jedna pisanka dotknie drugiej, która wówczas dostaje się w posiadanie szczęśliwego „wygrywającego” właściciela pierwszej pisanki.

Uczty jajeczne we Francji
W Owernji i w południowych departamentach Francji utrzymał się dotąd osobliwy zwyczaj. Oto grupy młodzieży, chłopaków i dziewcząt wiejskich, wędrują od dworu do dworu, od chaty do chaty, z zaimprowizowaną naprędce kapelą, śpiewając ucieszne pieśni, przyczem donośność głosów przeważa nad muzykalnością. Kapela ta wpada do domów, wyciąga wieśniaków z łóżek, a wszyscy oni muszą opłacić swój haracz wielkanocny, w postaci jaj. W ten sposób gromadzą się istotnie całe góry jaj, gdy zaś w końcu młodzież uważa, że zebrała już dostateczną ich ilość, ciągnie ze swą zdobyczą do jakiejś gospody, gdzie z tysięcy tych jaj robi się jajecznicę, którą wszyscy w wesołym nastroju wspólnie spożywają, zakrapiając ją obficie winem.

Ognie na wzgórzach
W Niemczech i w krajach alpejskich zachował się prastary obyczaj, związany z Wielkanocą. Jest to właściwie stare germańskie święto wiosennego zrównania dnia z nocą, które kościół przesunął na okres świąt Wielkanocnych. W miejscowościach katolickich młodzież udaje się masowo na wzgórza, gdzie o północy zapala wielkie stosy drzewa. Wśród śpiewów i tańca bawi się ludek wesoło, aż do blasku zorzy porannej. Wszyscy śledzą bacznie okiem kierunek dymu, unoszącego się z płonących stosów drzewa. Z niego bowiem wywodzą wróżby na przyszłość. Podobnie, jak lanie ołowiu na Sylwestra, tak kształt dymu w noc Wielkanocną daje wedle starych przesądów temat do snucia różnych przepowiedni i wróżb na przyszłość.

Wielkanoc – świętem powszechnego pokoju
Nie tylko Boże Narodzenie, lecz i święta Wielkanocne mają być świętem pokoju. Na Bałkanie utrzymały się zwyczaje, które to potwierdzają. T. zw. gra w jaja, której z zamiłowaniem oddają się wszyscy, wielcy i mali, starzy i młodzi mieszkańcy wsi, służy do tego, by uśmierzyć wszystkie waśnie i spory. Biada temu, który w tej grze w jaja przegrywa, lub temu, którego jajo przy zetknięciu się z innem, rozbija się. Wtedy bowiem musi on publicznie uznać, że ponosi winę za zwadę ze swym sąsiadem i zwycięzcy musi podać rękę do zgody.

Wiek Nowy analizuje skąd wziął się typowo polski zwyczaj, zwany Śmigusem…

Skończył się Wielki Post z chwilą radosnego bicia dzwonów w czasie Rezurekcji. Po dniach postu, a w przyrodzie długiej martwocie zimowej, nastąpiło radosne święto Zmartwychwstania – stanowiące piękne, symboliczne napełnienie wzbudzonej do nowego życia przyrody.
Poniedziałek Wielkanocny urozmaicony jest swym żartobliwym zwyczajem wzajemnego oblewania się wodą. Zwyczaj ten, zwany „Dyngusem” lub „Śmigusem”, praktykowany jest po wsiach, miastach, we wszystkich stanach. Oczywiście na wsi Maryśka czułaby się głęboko na swym dziewczęcym honorze dotknięta i urażona, jeśliby Bartek wylał na dziewczynę szklankę, a nie co najmniej konwię wody. Wszystko musi mieć swoje granice – młodzież ze sfer inteligencji ogranicza się do dyskretnego skraplania się małemi ilościami wody, a często perfum lub wody kolońskiej.

Kitowicz dopatruje się początku tego zwyczaju jeszcze w początkach ery chrześcijańskiej, w czasach Zmartwychwstania Chrystusa. Otóż, kiedy wierni skupiali się gromadkami na ulicach Jerozolimy, rozmawiając o wszechmocnem Bóstwie Chrystusa, który własną mocą opuścił mroczny przywalony głazem grób — Żydzi, patrzący kpiącem okiem na te schadzki sejmikujących, rozpraszali ich, lejąc im na głowy wodę.

Naturalnie, że znalazło się miejsce na okolicznościowy kącik poetycki z wierszem Henryka Zbierzchowskiego „Dzwony Wielkanocne”.

Dzwony wielkanocne radością rozszalałe
To Odkupiciel świata rozwalił grobu skalę
I po swej krwawej Męce i po straszliwym zgonie,
Króluje znów na gwiazdach przy Ojca swego tronie.
O cudzie Zmartwychwstania, o prawdo tak radosna,
Że po śmiertelnej zimie nastaje zawsze wiosna,
Że tak jak cala ziemia, gdy słońca padną blaski
Człowiek się odradza w złocistem słońcu łaski.

O tajemnico Męki, wznawiana z wieku po wiek,
Nad którą się pochyla z pobladłą duszą człowiek.
Nie mogąc zgłębić myśli, która go w proch zamienia,
Że Bóg tak wiele cierpiał dla jego odkupienia.
Hej! grajcie nam o dzwony, srebrzyście i rozgłośnie,
O tem radosnem święcie, o tej słonecznej wiośnie.
Gdy tają białe śniegi, gdy kra na rzekach rusza,
Jako pierwsze fiolki rozkwita ludzka dusza.

Daj przeto, dobry Chryste, świecący nad gwiazdami.
By weszło słońce zgody i zamieszkało z nami,
Ażeby polski naród odrodził się na nowo
I by się ciałem stało wolności naszej słowo.

O tym, jak to dawniej w Polsce bywało, pisał Ilustrowany Kurier Codzienny (chociaż pismo nie lwowskie, ale we Lwowie poczytne)…

Rezurekcja w dawnej Polsce
Obchodził ją cały naród z wielką pompą, a królowie uroczystym ceremonjałem. Nigdy jednak nie obchodzono jej tak hałaśliwie, jak za Sasów. Ludzie schyłkowego baroka lubowali się w przesadnym ceremoniale – wszystko jedno, jakim on był – kościelny, dworski czy szlachecki. Ceremonjał zaś owej epoki wymagał nie tylko bogatych strojów, przesadnej dekoracji, ale i wielkiej wrzawy, aby, jak mówi współczesny estetyk, „była radość dla oka i dla ucha”.

Pani Guebriant, Francuzka, która podróżowała po całej Polsce i notowała skrzętnie swe wrażenia z pobytu w „kraju pełnym osobliwych zwyczajów”, zapisała w swych pamiętnikach, iż Polacy są „bardzo pobożni i zarówno poddani, jak i królowie wraz z rodzinami, spędzają większą część nocy z soboty na niedzielę w kościołach. W stolicy, w miastach, a nawet wsiach, strzelają z armat, moździerzy, organków, fuzyj i pistoletów przez próżną beczkę dla większego hałasu. Przy kościołach palą beczki smolne, co powoduje często pożary”.

Na rezurekcji bywał zawsze cały dwór królewski. Nabożeństwo to uważano jako pewnego rodzaju uroczystość państwową, podczas której występował król jegomość, jako reprezentant narodu. Wokół zaś niego gromadzili się dostojnicy państwowi, aby wspólnie uczcić Chrystusa, który zmartwychwstał. Na rezurekcji w katedrze św. Jana w Warszawie zjawiał się również cały ówczesny korpus dyplomatyczny, chociaż niektórzy posłowie nie byli katolikami. Za ostatnich królów przybywał do katedry nawet poseł turecki, odziany odświętnie w jedwabie. Przyjeżdżał karetą, zaprzężoną w dwa arabskie bachmaty.

August III. brał udział w uroczystej procesji, która obchodziła dokoła katedrę. Przy boku królewskim postępowali ministrowie i senat w komplecie. Za poprzedników Augusta III. obchodzono trzy razy dokoła katedrę, ponieważ August III, był bardzo otyły i męczyło go chodzenie, więc aby nie sprawiać królowi przykrości, raz tylko jeden szła procesja naokoło kościoła. W tym czasie artylerja dawała honorowo salwy. Nie żałowano prochu, bo strzałów było trzysta. Stanisław Poniatowski bywał również na rezurekcji i brał udział w procesji. Zarzucano mu, iż król-sceptyk, zwolennik Voltaire'a czynił to niechętnie, nie chciał jednak dawać złego przykładu, więc pobożnie bił się w piersi.

Do starych tradycji ludowych jeszcze w wielu miejscach zachowanych, należy „Pogrzeb postu”. Odbywa się on na wsi w Wielką Sobotę. Po ogólnej radości, że nareszcie minęły dnie postne, że nastąpi tłusty okres kiełbasy i sperki, parobcy i dziewczęta grzebią żur, wielkopostną potrawę, rozbijając t. zw. żurawiec, czyli garnek, w którym się żur gotował. Ciska się do żurawca kamieniami, a który z chłopców pierwszy trafi, nabywa prawo obchodzenia gospodarstw w niedzielę po święconem.

Taki bohater, dziwacznie przystrojony, otrzymuje kiełbasę i jajka w nagrodę „za wygonienie żuru” i obchodzi wieś, wstępując od dworu, na plebanję, do szkoły lub sołtysa, śpiewając przy każdej okazji inny wierszyk.

W Wielką Niedzielę włościanie spożywając uroczyście święcone, zakopują kosteczki w polu, ażeby odstraszyć szkodników, t. j. krety i myszy. Raz tylko w ten wielki dzień wolno zapalić w piecu lub na kominie, celem ugotowania na wodzie po szynce barszczu, kaszy, lub tradycyjnego makaronu.

IKC przeanalizował też znaczenie okolicznościowych przysłów polskich…

Przysłowia wielkanocne
Napisano już sporo o znaczeniu przysłów ludowych, o głębi myśli i wnikliwości tych krótkich, zwartych zdań, które zawierają w sobie esencję rozsądnego spojrzenia na świat, ludzi i zjawiska. Przysłowie jest rodzajem sztuki stosowanej. Jest reakcją nie na pewne oderwane impulsy, których źródło leży wewnątrz człowieka, ale jest odpowiedzią na te pytania i te kwestje, które wynikają z zewnętrznego, lirycznego układu zdarzeń.

Przysłowie jest też pewnego rodzaju kryterjum filozoficznem. Ciekawe jest przysłowie: „Nie każdy ma prosię na Wielkanoc”. Podkład czysto społeczny. Nie każdy ma prosię, mimo, że takie uroczyste święto! Dużo jest biednych! O nich właśnie myśli to powiedzenie ludowe.

Moment humorystyczny zawiera świetne przeciwstawienie w przysłowiu: „Ma więcej do roboty, jak piec na Wielkanoc”. Wielkanoc jako pewna pora roku, do której są przywiązane tradycje pogody, ma swój wyraz w takiem przysłowiu: „Jak pada na Wielkanoc, to trzeci kłos na polu ginie, ale, jak pada na Zielone Świątki, to naprawi”.

Tego rodzaju przysłowia są może najstarsze, urabiają się bowiem w długim szeregu lat i są owocem doświadczenia. Wyżej przytoczone powiedzenie określa szerszy zakres, ale jest i inne szczegółowsze, a tem godniejsze uwagi, że rymowane: „Pogodny dzień Wielkanocny, grochowi wielce pomocny”.

Jak widzimy nie mają polskie przysłowia ludowe z okazji Wielkiej nocy charakteru religijnego w sensie związku życia religijnego z doczesnem. Bo w ogóle niema w przysłowiu metafizyki – jest logika ścisła, jest związek z życiem. Charakterystyczne to zjawisko, jest wspólne wszystkim narodom. Przysłowia ludów słowiańskich, tyczące się specjalnie Wielkiej Nocy, obracają się mniej więcej w tym samym zakresie.

Święta świętami, ale przez obfitość jadła mogą pojawić się kłopoty. Wiek Nowy podaje stare sposoby na nistrawność…

Zapomniane rady lekarskie na obżarstwo wielkanocne
Wiadomo, że nigdzie w świecie nie konsumuje się na Wielkanoc takiej obfitości jadła i napoju, jak w Polsce, a ludzie innych narodowości uwierzyć wprost nie chcą, gdy, się im opowiada o tradycyjnem polskim Święconem. Lecz aby świecone zjeść można było bez szkody dla zdrowia, należało zachować odpowiedni rytuał przy jego przyrządzaniu. Dlatego też jadło, zastawiane na wielkanocnym stole, jest otoczone setkami legend. Nawet pieczenie bab posiada szczególny rytuał, od którego nie odstąpi dobra gospodyni.

Jednak mimo zachowywania całego zapobiegawczego ceremonjału, zapiski dawnych kronik świadczą, że nieraz eskulapi musieli pomagać swoją wiedza, aby Wielkanoc wesoło spędzona nie przyniosła fatalnych skutków. I tak stara maksyma powiada:

„Kiedy pusta już komora, zawołajcie mi doktora.
Niech łacińska kuchnia radzi, brzuch do ładu doprowadzi”.

A pewien znamienity lekarz XVII wieku zapisał kilka spostrzeżeń medycznych w formie rad dla obżartuchów i pijaków świątecznych. Oto niektóre z nich:

„Gdy wapory biją do głowy od zbytniego trunków używania, a ślina gorzka i bolenie w kościach, a na senność nie zbiera się, niemocnemu przykryć się ciepłą pierzyną i zagotowawszy wodę z limonium, pić po szklanicy, co sprawi ulgi i na wypocenie jest przydatne. Bacz, byś dwakroć lub trzykroć wypił tego, gwoli rozpuszczeniu likworów mocnych, jako to wina, miodów i gorzałki".

Kolejne święta w 1946 roku nie były już takie wesołe, chociaż takie życzenia z pewnością sobie składano. Lwów masowo repatriował. Tu było zagrożenie wywózek na Wschód, coraz więcej ludzi opuszczało swoje miasto, jednak wielu się wahało. Ale 26 kwietnia 1946 roku jest momentem zwrotnym. Miasto obiegła wieść, że metropolita lwowski Eugeniusz Baziak zdecydował się przenieść metropolię ze Lwowa do Lubaczowa na terenie nowej Polski. Mieszkańcy stracili ostatnią moralną podporę przed wysiedleniem. Skończyła się pewna epoka historyczna tego miasta.

Została zachowana oryginalna pisownia

Opracował Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 7 (323) 15-26 kwietnia 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.